Piotrek: Innymi słowy w demokracji nie jest ważne, co myślą obywatele, ważne co jest zapisane w protokołach? To nie demokracja, tylko biurokracja. Pamiętaj o tym, że prawo stanowi się po to, by ułatwić życie ludziom, a nie odwrotnie.
Generalnie cały powyższy dylemat opiera się na odpowiedzi na pytanie: "Czy władzy wszystko wolno". Przyjęcie Twojego punktu widzenia ("ważne co myślą obywatele") prowadzi do odpowiedzi: "Władzy wolno wszystko, po warunkiem że ma to poparcie w społeczeństwie". Taki system to nie demokracja, tylko dyktatura większości. Większości wcale nie wolno wszystkiego: ma ona obowiązek przestrzegać podstawowych praw człowieka i praw mniejszości. I nie wolno ich naruszać nawet wówczas, gdy rozwiązanie takie umożliwiałoby poprawę życia obywateli (i tak np.: nie wolno w państwie przestrzegającym praw człowieka wydać ustawy, która pozbawiałaby na grupową nacjonalizację własności prywatnej). Gdyby uznać, że jest odwrotnie, to właściwie cały rozdział Konstytucji "prawo, wolności i obowiązki człowieka i obywatela" byłby symboliczny, bo władzy i tak by było wszystko wolno; w demokracji uznaje się jednak, że ustawa, która narusza ten rozdział, jest niekonstytucyjna i TK po odpowiednim wniosku usuwa ją z systemu prawnego.
Piotrek: Zapisy o zakazie kary śmierci znalazły się na swoich miejscach zapewne wbrew woli obywateli państw, które uczestniczyły w wyżej wymienionej konwencji i prawdopodobnie nawet bez wiedzy tychże obywateli. Czyli w standardowym trybie podejmowania decyzji w UE.
Dwie uwagi na marginesie: konwencja w tym miejscu oznacza nie spotkanie, meeting rządów - a dokument, tj. umowę międzynarodową. To raz. Dwa, że Europejska Konwencja Praw Człowieka to nie dokument Unii Europejskiej, a Rady Europy. EKPCz została przygotowana przez Radę i ratyfikowana przez jej Państwa a obecnie jej ratyfikacja jest wymogiem, by państwo stało się członkiem Rady Europy. Zwracam Ci jednak uwagę, że Protokoły nr 6 i 13 są fakultatywne i Państwo mogą choć nie muszą ich ratyfikować. Obecnie jednak zakaz kary śmierci w czasie pokoju jest standardem europejskim: konwencję tę ratyfikowały wszystkie państwa RE z wyjątkiem Rosji (w Rosji jednak karę śmierci w czasie pokoju tamtejszy TK uznał za niekonstytucyjną).
Znalazłem dziś następujące badania poparcia dla kary śmierci: Włochy 23%, Finlandia 29%, Francja 42%, Wielka Brytania <49-55% (różne wyniki), Czechy 57%.(
http://www.deathpenaltyinfo.org/interna ... nd-studies), 44% w Rosji, 46% w Polsce (
http://www.angus-reid.com/issue/C9/). Wychodzi z tego, że są kraje, które jasno opowiadają się przeciw karze śmierci, a są kraje, gdzie opinia publiczna jest podzielona. Nie wiem jak wyglądała sytuacja, gdy protokoły były przyjmowane, natomiast w chwili obecnej nie widzę dowodu, by trwały one przeciwko zdecydowanej większości któregoś ze społeczeństw.
Co do zaś demokracji w Unii Europejskiej to rzeczywiście cierpi ona deficyty, dlatego też należy mieć nadzieję, że więcej uprawnień uzyska Parlament Europejski, mniej zaś - Komisja Europejska. Tu akurat się zgadzamy, choć oczywiście z mojej strony zgody na nazwanie UE "eurokołchozem" nie ma, bo ten UPRowski slang po prostu jest nieproporcjonalny do zarzutów jakie UE postawić można.
@ Fenrir: Jeżeli prawo jest zmieniane bez wiedzy społeczeństwa to dlatego, że społeczeństwo ni interesuje się prawem. Ludzie nie znają prawa nie dlatego, że jest przed nimi ukryte, lecz dlatego, że go nie czytają. Naprawdę, byłoby wspaniale, gdyby ludzie zamiast jednego Harlequina, Zmierzchu czy książki fantasy przeczytali Konstytucję RP. A zarówno ona, jak i wszystkie ustawy, a także cały proces legislacyjny są w pełni jawne. Na stronie Sejmu znajdziesz protokoły wszystkich posiedzeń Sejmu i jego komisji (identycznie z Senatem), a także możesz łatwo prześledzić proces legislacyjny każdej z ustaw od mniej więcej 1995 r. (i dlatego napisałem magisterkę nie ruszając się z domu). Ustawy, rozporządzenie i umowy międzynarodowe dostępne są w internecie na stronie ISAP-u. Jeśli ktoś internetu nie ma, to może iść do urzędu wojewódzkiego i tam przeczytać Dziennik Ustaw; z tego co wiem są one też dostępne w urzędach gmin. To nie jest tak, że ludzie nie mają dostępu do prawa: dostęp jest ale się z niego nie korzysta.
Co do "interpretowania dowolnego" - no to oczywiście może się zdarzyć, że jakiś urzędnik zinterpretuje dziwnie jakiś przepis, ale od tego mamy prawo odwołania się do sądu, by się przed czymś takim bronić. A sądu już nie interpretują prawa dowolnie; to, że czasem nie interpretują prawa tak jakby chciał zainteresowany wynika po prostu z tego, że lepiej od zainteresowanego znają (bardzo skomplikowane, ale jednak ustalone w nauce prawa) sposoby wykładni, bo po prostu ktoś je tej wykładni nauczył w czasie długi studiów prawniczych (trzeba studiować prawo 11 lat, by zostać sędzią). A żeby obywatel wiedział, jak się interpretuje prawo, to orzeczenia TK oraz (w ważniejszych sprawach) SN i NSA są publikowane w internecie. W internecie publikowane są też niektóre interpretacje podatkowe urzędów skarbowych. Tak więc nie wiem do końca skąd ten Twój wyrzut:)