"Przemytnik cudu" Jakub Małecki
Kategoria: Książka - recenzje
Autor: Jakub Małecki Tytuł: Przemytnik cudu
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 253
Ocena: 8/10
Poznań – miasto z bogatą historią, pozornie niewyróżniające się niczym. Co jednak, gdy jego mieszkańcy staną się świadkami dziwnych wydarzeń, które zakrawają na miano pseudocudu, a w nocnych środkach komunikacji miejskiej grasuje Przemytnik, świr odcinający ludziom nogi, rzekomo za grzechy?
Hubert, Joanna i Bogdan – trzy osoby, które znalazły się w tym samym banku. Ten pierwszy wciska ludziom kredyty, druga sprząta siedzibę banku, trzeci zaś jest postacią dość tajemniczą i zarazem osobą, która chce wziąć kredyt na mieszkanie. Co zastanawia Huberta, jego klient obsłużył się właściwie sam, posiadając wszystkie papiery na wstępie. Tak na marginesie – cholernie śmierdzi mi to filmem pt. „Droga do piekła”, bo fabuła prawie identyczna, z kosmetycznymi zmianami. Ale uznajmy, że nie podjąłem tego wątku.
Jednocześnie Bogdan jest twórcą organizacji „Dobro”, skupiającej ludzi, którzy mają na sumieniu rzeczy poważniejsze niż kradzież batonika ze sklepu.
Tajemniczy misjonarze, dusze uwięzione w banku, Przemytnik, sześćset letni pustelnik mieszkający w drzewie. Brzmi to trochę jak zbitek słów schizofrenika. Dodajmy do tego ulicę Żydowską porastającą żywym ciałem, czy też wylewy krwi ze studzienek. Kamienne lwy zaczynają żyć własnym życiem, zaś Bogdan zaczyna odkrywać swoją mroczną twarz.
Książka pokazuje nam typowe życie pracownika banku (nie bez znaczenia jest fakt, że autor jest z wykształcenia ekonomistą). Nudne, szare i monotonne życie, które jednak obróci się o trzysta sześćdziesiąt stopni po poznaniu jednego z Misjonarzy.
Całość nie trzyma może w napięciu jak rasowe…Więcej...
"Apokalipsa wg. Pana Jana" Robert J. Szmidt
Kategoria: Książka - recenzje
Autor: Robert J. Szmidt Tytuł: Apokalipsa według Pana Jana
Wydawnictwo: Ares 2
Rok wydania: 2003
Ilość stron: 256
Ocena: 8+/10
Książkę od początku traktowałem raczej jako ciekawostkę, bo do tej pory polscy autorzy jakoś skutecznie odpychali mnie od rodzimej fantastyki. Tytuł ten zakupiłem w Matrasie za 5 złotych, toteż żal było nie spróbować. A nuż się uda?
I jak się okazało, moje przeczucie po raz kolejny okazało się niezawodne. Wyobraźcie sobie sytuację, w której Daleki Wschód zaczyna obrzucać się bombami atomowymi, a rządzący naszym krajem postanowili przywrócić Polsce dawną świetność, zbrojnie atakując Ukrainę, przed tym jednak zbierając siły na granicy pod pretekstem manewrów. Istniała możliwość, że Ukraina odgryzie się swoimi głowicami jądrowymi, jednak nie była brana na poważnie. No cóż – fizycy jądrowi mylą się tylko raz…
Bastion – tak zwie się baza wojska pod jedną z gór na Śląsku. Powstała ogromnymi kosztami, przez dwa lata trwała w separacji przed światem zewnętrznym. Pewnego dnia dowództwo postanawia przeprowadzić zwiad.
Okazuje się, że pobliski Wrocław „przetrwał” głowice, zaś samym miastem rządzi tajemniczy Pan Jan, który okazuje się być szychą w przedwojennym rządzie, a także prowokatorem wojny. Teraz jest ogarnięty manią, by ustanowić Polskę krajem, który znowu będzie wiele znaczył w historii. Zaczyna się walka o opanowanie Rzeczypospolitej, jednak gdzieś na wschodzie czai się kolejne zagrożenie, tym razem dużo większe niż lokalne gangi szabrowników i inne Wolne Miasta, które postanowiły zrobić to samo, co Wrocek.
Sama książka wbrew pozorom napisana jest bardzo ciekawie – tak naprawdę, co chwila autor serwuje nam…Więcej...
Trylogia StarCraft
Kategoria: Książka - recenzje
Tytuł: StarCraft: Krucjata Liberty’ego
Wydawnictwo: ISA
Rok wydania: 2001
Ilość stron: 239
Ocena: 6+/10
Autor: Gabriel Mesta
Tytuł: StarCraft: W Cieniu Xel’Nagi
Wydawnictwo: ISA
Rok wydania: 2003
Ilość stron: 250
Ocena: 5+/10
Autor: Tracy Hickman
Tytuł: Nim zapadnie ciemność
Wydawnictwo: ISA
Rok wydania: 2004
Ilość stron: 231
Ocena: 8/10
Kolejna recenzja trylogii książkowej opartej na podstawie gry. I tu wbrew pozorom książek w świecie Forgotten Realms, które jakością naprawdę wołają o pomstę do nieba, tu jest dość strawnie. Nie najlepiej, jednak dość strawnie.
Wydarzenia pierwszej części mocno nawiązują do oryginalnej kampanii Terran. Jim Raynor i Mike Liberty. Ten pierwszy to pustynny strażnik, drugi jest reporterem jednej z największych stacji telewizyjnych na Tarsonis. Wszystko jednak zmienia się, gdy zostaje uwikłany w walkę z krwiożerczymi Zergami, których za żadną cholerę nie chciałbyś zobaczyć rankiem w swoim ogródku.
Instalacje Jacobsa, zainfekowane centrum dowodzenia, atak Zergów i przybycie sił Protossów – wszystko opowiedziane oczami reportera, który tam był. Charyzmatyczny przywódca rebeliantów, Arctus Mengsk, który za wszelką cenę chce przekonać ludzi do swojej sprawy, (czyt. Walki Z Konfederacją). Jak się to zakończy, wie każdy, kto ukończył grę.
Druga część przenosi nas na nieznaną kolonię gdzieś daleko od Konfederacji. Pech ludzi polega na tym, że na tej planecie znajduje się bardzo cenny artefakt. A jak wiadomo, cenny artefakt przyciąga jak muchy zarówno Zergi, jak i Protossów i wojska Konfederacji. Bhekar Ro staje się miejscem starcia trzech ras. A nasi dzielni osadnicy są gdzieś pośrodku, zmuszeni bronić swoich domostw przed…Więcej...
"Wojny prowokują nieudacznicy", W. Panow
Kategoria: Książka - recenzje
Książki tego wydawnictwa nie przestaną mnie zadziwiać – z jednej strony ładna, laminowana miejscowo okładka, grafika całkiem niezła (aczkolwiek mogłaby być trochę bardziej mroczna), dobry papier i miły dla oka AK-47 otwierający każdy z rozdziałów. Z drugiej strony praca korekty, za którą wyrzuciłbym od razu na zbity pysk – masa literówek, niedopatrzeń a czasami o jeden Enter za dużo…Temat książki jest już mocno wysłużony w fantasy – koniunkcja sfer. W tym wypadku zamiast sfer mamy dwa przenikające się światy w Moskwie. Z jednej strony miasto, które znamy z codzienności, z drugiej Tajne Miasto, z Wielkimi Domami i nieustanną cichą walkę o władzę. Co najciekawsze, niczego nieświadomi ludzie egzystują z mieszkańcami Tajnego Miasta. Inną sprawą jest to, że nie widzą różniących ich szczegółów.
Na przestrzeni kilku dni całe miasto zamienia się w pole bitwy. Jej powodem są trzy Źródła Wielkich Domów – to one dostarczają magom energii, i mimo że nikt nie może opanować innego źródła niż te, do którego jest dopasowany, sytuacja zmienia się z pojawieniem Zwiastuna – jedynego chłopca posiadającego zdolności magiczne w wieloletniej historii Zielonego Domu. Zwiastun jednak nie wie, że metody przejęcia władzy za pomocą brutalnej siły sprawdzały się w średniowieczu. Mimo wszystko nadal jest on bardzo potężnym magiem.
Z jednej strony domy dążą do powstrzymania Zwiastuna, z drugiej strony major Korniłow, śledczy, który nigdy nie zaznał porażki, śledzi szalonego Wiwisektora, który dokładnie patroszy młode dziewczyny i jednocześnie próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczych strzelanin i morderstw w Moskwie.
Więcej...
"Straż! Straż!", T. Pratchett
Kategoria: Książka - recenzje
Dla Ankh-Morpork nastały niespokojne czasy. Tajemnicza sekta której udaje się przyzwać smoka, a gadzina sieje zgrozę i zniszczenie na ulicach miasta, oraz Marchewa, krasnolud który krasnoludem nie jest. Ten ambitny typ gotowy jest aresztować szefa Gildii Skrytobójców tylko za to, że ten morduje ludzi! A jak wszyscy wiemy, zarówno Gildia Złodziei jak i Gildia Skrytobójców działa zgodnie z prawem, zrzeszając uczciwych siepaczy i złodziei!Ankh-Morpork jest dość specyficznym miastem. Gdy wieść o ptaku brodzącym… smoku wydostaje się na światło dzienne, ludność nie wpada w panikę, nie zaczyna szabrować sklepów i w popłochu wyjeżdżać z miasta. O nie! Nagrodą za łeb potwora jest 50 000 dolarów, co powoduje że potencjalni łowcy nie chcą pracować za półdarmo (zwyczajową stawkę za takie usługi jest pół królestwa i królewna za żonę, a Patrycjusz może zaoferować tylko ciotkę z odległego miasta), toteż wszyscy mieszkańcy biorą sprawę w swoje ręce. A także łuki i łopaty (Uniwersytet Magiczny także będzie miał w tym swój wkład – do jutrzejszego dnia smok będzie spał na podłodze, jeśli ma gdzieś legowisko) Co do samej Straży – dowiecie się m.in., że nie mogą oni używać łuków (nawet podczas polowania na smoka – a inni przynieśli, jak powiedział sierżant Colon).
A na horyzoncie pojawia się król Ankh-Morpork (a jak wiadomo wszem i wobec, ostatni z nich panował kilkaset lat temu), oraz smok, który także ma chrapkę na zostanie królem. Pytanie pozostaje jedno – czy kapitan Vimes wraz ze swymi ludźmi zdoła powstrzymać zagładę?
Przyznam…Więcej...
"Zbrojni", T. Pratchett
Kategoria: Książka - recenzje
Kolejna część cyklu powieści o Straży Miejskiej Ankh-Morpork. Zaprzecza ona równi pochyłej przy sequelach – tu zamiast w dół, idzie w górę. A co tym razem w swoje ręce dostanie kapitan Vimes?Zacznie się niewinnie – od wybuchniętego smoka w Gildii Skrytobójców. A to dopiero zapoczątkuje dalszy ciąg wydarzeń. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że Vimes niedługo odchodzi ze straży. Nasz dzielny kapitan się żeni! I to nie z byle jaką dziewoją – wybranką jego serca jest Lady Ramki, najbogatsza kobieta w Ankh-Morpork. W tle zaś przewija się pies imieniem Gaspode, tajemnicza funkcjonariuszka Angua, a także bardzo tajemniczy Rusznic, o którym wiadomo tylko tyle, że z tej właśnie broni został zastrzelony krasnoludzki rzemieślnik. A ta śmierć zapoczątkuje wydarzenia, o których nie śniło się filozofom.
Bo któż mógłby pomyśleć, że zapuszkowanie jednego z trolli przez nadgorliwego kapitana dziennej zmiany (jest trollem! Na pewno jest winny!) doprowadzi do zamieszek na skalę całego miasta. A tajemniczy Rusznic zbiera swe krawe żniwo. Sprawą priorytetową jest jego odnalezienie i doprowadzenie mordercy przed oblicze sprawiedliwości. Przy okazji dowiemy się, kim tak naprawdę jest Marchewa (mimo wszystko nie przyzna się do swojego pochodzenia).
Książka obfituje w jeszcze większą ilość zabawnych opisów. A to trolle zmusiły G.S.P. Diggera do zjedzenia dwóch jego kiełbasek, co zakrawa na zbrodnię, czy to Detrytusowi mózg zoptymalizował się w chłodni do wydajniejszej pracy, czego owocem była cała matematyka zapisana na ścianach.
Jeszcze więcej humoru, ironii i sarkazmu niż w części…Więcej...
„Nostalgia anioła”, A. Sebold
Kategoria: Książka - recenzje
Przeczytaniem „Nostalgii anioła” byłem zainteresowany od dobrych paru miesięcy. Bolesne doświadczenie autorki (została zgwałcona, gdy miała osiemnaście lat), plus ciekawy pomysł na narrację. Do tego niedawna ekranizacja (której, niestety, nie obejrzałem), to znakomity sposób, aby zachęcić do lektury. Szkoda tylko, że te ogromne nadzieje jakie pokładałem w lekturze o tak niesamowitym potencjale zostały stłamszone.Książka od pierwszej strony rzuca nas na głęboką wodę. Narratorka, którą jest czternastoletnia dziewczyna opowiada o brutalnym gwałcie na swej osobie, dokonanym w połowie lat 70. ubiegłego wieku. Tuż po tym bestialskim wydarzeniu zostaje zabita i trafia do nieba. Niektórzy już się zapewne domyślają – mamy do czynienie z opowieścią anioła. Wraz z dziewczynką śledzimy późniejsze losy jej rodziny, przyjaciół, którzy nie mogą pogodzić się ze stratą bliskiej, a także dalsze perypetie jej mordercy...
Specyficzny pomysł na narratorkę nie zawodzi, sprawdza się doskonale. Pozwala zbliżyć się do głównej bohaterki i, co za tym idzie, bardziej poczuć jej ból. Dzięki temu zabiegowi także łatwiej poznajemy pozostałych bohaterów.
I mogło być naprawdę wspaniale, gdyby nie fabuła. Spodziewałem się pięknej, choć brutalnej opowieści z domieszką melancholii o przeżyciach i uczuciach jakie rodzi śmierć kogoś bliskiego. Książka nie spełnia tych oczekiwań. Stopniowo, z rozdziału na rozdział, przeradza się w zwykłą historię rodziny, która przeżywa różne perypetie związane z dojrzewaniem, buntem, potrzebą zmiany itd. Owszem, gdzieś tam nadal jest wątek straty, bólu, ale tylko przy okazji wybranych postaci. Momentami miałem wrażenie, że czytam papierową wersję telewizyjnej telenoweli.
Uczucia, ich opisy, na…Więcej...
Seria "Wrota Baldura"
Kategoria: Książka - recenzje
Czasami mam wrażenie, że jeśli chodzi o literaturę, to mam na czole wypisane „FRAJER”. Serię książek opartych na komputerowym pierwowzorze kupiłem jakieś trzy lata temu, za dość ciężką kasę (jak na taką szmirę). Wtedy jeszcze nie byłem obeznany z zasadą, że książka oparta na podstawie gry, szczególnie tak wielkiej jak Baldur’s Gate, może być chłamem…Ale zacznijmy od tego, że pierwsze, co widzicie po lekturze tych trzech tytułów, to scena niczym rodem z taniej komedii. Wyobraźcie sobie spasionego, spoconego faceta wpadającego w wymiętym podkoszulku do biura i krzyczącego: „Chłopaki! Mamy szansę uszczknąć trochę kasy! Kto walnie mi trylogię opartą na „Baldur’s Gate” do piątku?! Nie protestować! Grę ukończycie w przerwach na kawę!”
Takie właśnie mam wrażenie – autorzy (no, bo co to za seria, jeśli nie rozdrobnimy się na dwóch autorów…) przeczytali chyba maksymalne streszczenie fabuły (wychowałeś się w Candelkeep. Twój przybrany ojciec zginął podczas ucieczki z miasta. Od tej pory starasz się wyśledzić zabójcę i pokrzyżować mu plany przejęcia władzy. A, byłbym zapomniał – po drodze napotkasz sobie jakąś Jaheirę i Khalida. Nie pytaj mnie, kim są ani jaką rolę odgrywają – hajda na tego opancerzonego typa!). A teraz zmieszaj to z wyjątkowo topornym stylem pisarskim, który powinien zostać zakazany Konwencją Genewską, wszak czytelnicy przeżywają niesamowite tortury… I tylko chęć zobaczenia, jak można spierdolić tak wybitną fabułę utrzymała mnie do końca trylogii. W innym wypadku wyciągnąłbym zapałki po dwudziestu stronach, a po chwili podziwiał majestatyczne języki ognia…
Kurde, nie zmuszam, by sztywno…Więcej...
Miroslav Żamboch - Łowcy
Kategoria: Książka - recenzje
Jako, że jestem zasłużonym członkiem elitarnego Gdańskiego Klubu Fantastyki, (A co! W lipcu stuknie mi pierwsza rocznica wstąpienia w jego szeregi!) mam stały i prawie darmowy dostęp do większości nowinek w literaturze fantastycznej. Ostatnio, krążąc drapieżnie wśród podniszczonych grzbietów wielkich tomiszcz, wypatrzyłem nazwisko Żamboch. Przez głowę przeleciały mi tytuły jego ostatnich nowel: "Na ostrzu noża", "Na krawędzi żelaza", "Wylęgarnia"...Wszystkie zapamiętane jako warte uwagi, wciągające i ciekawe. Ochoczo więc przytuliłem "Łowców" (bo tak nazywało się to "dzieło") do serca i po chwili mogłem cieszyć się lekturą. W ciągu paru następnych godzin moja mina rzedła wprost proporcjonalnie do rozwoju fabuły. Pozwólcie, że naświetlę: Mamy młodego naukowca, miłośnika motoryzacji który pracuje w jakimśtam ośrodku badawczym. Nagle zupełnie przypadkowo i niespodziewanie odkrywa możliwość cofnięcia się do mrocznych czasów niebezpiecznego, wczesnego mezozoiku. Zgadnijcie co robi. Informuje swojego szefa? Nieee.... Wysyła list do prezydenta? Pudło. Sprasza naukowców z całego świata? Nope. Autor wpadł na taki pomysł, że mój mózg musiał ewakuować się z czaszki w trybie nartychmiastowym aby nie eksplodować. Otóż nasz mały doktorek obmyślił sobie, że zadzwoni do swojego kumpla który robi w myślistwie i zaproponuje mu zorganizowanie... prehistorycznego polowanka dla wyższych sfer. Oczywiście wszystko się udaje, a jako że to tylko i wyłącznie zasługa naszego Dexterka (Nie, nie tego od seryjnych morderców. Chodzi mi o posiadacza laboratorium za szafą.), on też postanawia się wprosić. Tak na dobrą sprawę zaczyna się książka. I przyznam, byłem gotów zaakceptować tę bzdurę pod warunkiem, że rozwinie się ona w jakiś interesujący pomysł.…Więcej...
Marzenia i koszmary, S. King
Kategoria: Książka - recenzje
Wszystkim wielbicielom literatury, szczególnie tej z gatunku horroru, Stephena Kinga nie trzeba przedstawiać. Mistrz grozy, jednak w tym zbiorze opowiadań mistrz nie jest w formie…To nie znaczy, że jest źle. Przytoczę słowa z innego zbioru opowiadań, który miałem okazję przeczytać (Niech żyje Polska! HURA! Tom 1 i 2): „zbiory opowiadań są jak pudełko czekoladek. Każdy znajdzie coś dla siebie”.
I owszem – znajdziemy tu aż 25 opowiadań, ale jako subiektywny recenzent powiem od razu: niektóre prezentowały wręcz żenujący poziom, co autorowi takiemu jak King najzwyczajniej nie przystoi.
A w samych opowiadaniach znajdziemy multum nawiązań. Znajdziemy tu nawet Cthulhu, (wielbiciele twórczości Lovecrafta wiedzą czym jest to stworzenie), w którym świetnie oddano nastrój grozy. Szczególnie polecam fragment z ulicą – jak dla mnie ta zmiana nazwy jest niezapomniana.
Kolejne opowiadanie, które szczególnie zapadło mi w pamięć „Popsy”. Tytuł bardzo niepozorny, jednak niesamowicie oddany. Nie będę jednak zdradzał fabuły, to trzeba przeczytać samemu.
Inne opowiadanie to „Gryziszczęka”. Może nie emanuje grozą, jednak bardzo dobrze oddaje strach przed przedmiotami. Kto wie, czy ta gumowa zabawka zaraz nie zacznie żyć własnym życiem?
Tytuł: Marzenia i koszmary
Autor: Stephen King
Wydawca: Albatros
Rok wydania: 2009
Stron: 752
Ocena: 8/10
Żywioł ognia, M. Wells
Kategoria: Książka - recenzje
Poznajcie Thomasa Bonifacy, dowódcę Gwardii Królowej. Mężczyznę przystojnego, a także elokwentnego i zabójczo niebezpiecznego. Thomasa poznajemy przy okazji szturmu na dom pewnego maga. Gwardziści porwali się na nie lada zadanie, bo jak wiadomo, magowie słyną nie z tego, że potrafią ładnie ruszać palcami, ale z magii, i co się z tym wiąże, różnorodnych pułapek którymi upodobali sobie obstawiać swoje domostwa. A wszystko po to, by wydobyć z pułapki Dubella, młodego czarnoksiężnika.
Jednak co zrobić, gdy pistolety zawodzą (mamy do czynienia ze światem techniki i magii). Pech chciał, że pułapki były wyjątkowo złośliwe, toteż cała akcja, mimo sukcesu, zakończyła się nad wyraz efektownymi fajerwerkami oraz tematem do długich rozmów mieszkańców na temat skuteczności gwardzistów.
Thomas wplątuje się w coraz bardziej zawiłe intrygi. Pojawienie się na zamku nieślubnej córki króla to tylko wierzchołek góry lodowej. Po drodze napotkamy m.in. próbę objęcia władzy, kolejną próbę pogrążenia kraju w chaosu, otwarcie portalu prowadzącego do świata demonów, nie wspominając o licznych momentach, gdy Thomas mógłby zacząć pisać testament. Mimo to kapitan straży cały czas wychodzi zwycięsko z opresji.
Książka pisana jest przystępnym językiem. Może nie powala oryginalnością, ale da się to przeżuć jako kawałek strawnego fantasy.
Tytuł: Żywioł ognia
Autor: Martha Wells
Wydawca: Dom wydawniczy Rebis
Rok wydania: 1999
Stron: 422
Ocena: 7/10
Miasteczko Salem, S. King
Kategoria: Książka - recenzje
Nazwanie tej książki arcydziełem to wręcz ujma na jej wartości. Po raz pierwszy spotykam się z horrorem na takim poziomie, na dodatek książkowym. Z pozoru mamy banalną historię o wampirach. Jednak Stephen King udowodnił, że nawet zwykłą bajkę dla dzieci można przeinaczyć w pełnoprawny horror, przy którym rozglądacie się nerwowo po pokoju, szczególnie często zerkając w kierunku okna, czy nie unosi się za nim coś, czego nie powinno tam być.Mogłoby się zdawać, że Salem to leniwe miasteczko, gdzie nie dzieje się nic ważnego. Może i tak było, ale do czasu, gdy do miasteczka przybyła para dwóch starszych biznesmenów. Od tamtego czasu zaczęły się dziać niewyjaśnione zjawiska.
Pierwszą ofiarą był miejscowy chłopiec, który zginął w lesie w tajemniczych okolicznościach. Jego towarzysz umiera niedługo po tym na białaczkę. Nie wiadomo, skąd wzięła się u niego choroba. Wkrótce potem w niesamowicie tajemniczych okolicznościach umiera grabarz, który grzebał chłopca. Jego przyjaciel, który nocował go w domu, słyszy głosy i kroki w jego pokoju, jednak boi się poruszyć. Pętla strachu zaciska się, każdy może być następną ofiarą.
Gdy zagrożenie pokazuje swoje oblicze, jest już za późno – prawie wszyscy mieszkańcy zostali pogryzieni, co automatycznie równa się przemianie w krwiopijcę.
Ojciec Callahan, Ben i Mark muszą powstrzymać wampiry za wszelką cenę. Jednak nie wszyscy z nich przeżyją. Czas ucieka, z każdym dniem w miasteczku przybywa wampirów. Czy zdołają sprostać wyzwaniu?
Metro 2033, D. Glukhovsky
Kategoria: Książka - recenzje

Artem urodził się na powierzchni, jednak praktycznie całe życie przeżył pod ziemią. Jego matka zginęła w ataku szczurów, zaś sam Artem cudem przeżył. Jego życie obraca się wokół WOGN-u, ostatniej stacji na północ, chroniącej całe metro przed atakiem „czarnych”. Zna tylko dwie, trzy stacje na południe, reszta pozostaje dla niego tajemnicą. Tylko on i dwaj jego przyjaciele wiedzą, że to oni przyczynili się do otwarcia drogi mutantom w Ogrodzie Botanicznym. Wyjawia ten sekret Hunterowi, przyjacielowi Suchego, jego wujka. Zaś Myśliwy powierza mu misję: dostać się do legendarnego Polis i odszukać Młynarza.
Niestety, wątek Huntera jest wręcz skandalicznie krótki. Wiemy tyle, że stalker chce wysadzić tunel do Ogrodu Botanicznego. Później jego postać pojawia się tylko w jednej wizji, i tak naprawdę wcale nie wiemy, co się z nim stało. Jednak jedno wiemy na pewno – jego misja się nie powiodła.
Artem nie jest typem Rambo, który za pomocą jednego magazynka może rozstrzelać pół metra. Wręcz przeciwnie – stara się unikać walki. Zaś z niektórymi zagrożeniami nie sposób sobie poradzić za pomocą wysłużonego kałasznikowa… Wystarczy rzucić okiem na dołączoną mapkę metra. I jeśli chodzi o ten element, jego położenie można umieścić na tej samej półce, co Żmiję Sapkowskiego, z cholernym słownikiem na końcu książki, bo przypisów nie łaska zrobić. Należy szczerze pogratulować temu mędrcowi, który postanowił mapkę umieścić w jakichś ¾ objętości książki… I tak, gdy chcę sprawdzić, gdzie obecnie znajduje się Artem, muszę przewracać ileś tam stron, na dodatek mapkę trzeba rozłożyć,…Więcej...
Wilczy Brat, P. Michelle
Kategoria: Książka - recenzje
Wilczy Brat to opowieść napisana przez Michelle Paver. Od razu powieść przyciąga wzrok. Gdy tylko spojrzy się na nią, chce się od razu podejść i otworzyć ją, by zobaczyć co kryje w środku. Rzeczywiście okładka, mapka, są bardzo dobrze zrealizowane. Tak samo jak zamknięta pod okładką powieść. Bardzo przyjemnie czyta się Wilczego Brata, są w nim umieszczone przemyślane dialogi i opisy, podobnie jak cała historia. Jest bardzo żywo opowiadana, nie ma tu miejsca na momenty, które potrafią przy nudzić. Książka pełna przygód, nie sposób się od niej oderwać.Opowiada o Toraku, chłopcu mieszkającym w Lesie pełnym zwierząt, niebezpiecznych przygód i magii. Chłopiec nie należy do żadnego z klanów, podróżuje po Lesie wraz ze swoim tatą. Kiedyś należeli do klanu wilka, lecz teraz, wciąż mając naszytą na ramieniu skore swojego opiekuna, wędrują po lesie, prowadząc spokojny żywot. Pewnego wieczoru, gdy rozbijają razem obóz, z daleka słyszą ryk niedźwiedzia. Nie baliby się go, gdyby wiedzieli, że jest to normalny niedźwiedź. Ale on już raz ich zaatakował. To demon... Ojciec Toraka już został przez niego zraniony, nie ma szans na ucieczkę. Po raz ostatni poucza Toraka i daje mu misję do wypełnienia. Chłopiec ma odnaleźć Górę, Górę Ducha Świata. Torak jest przestraszony, ale gdy ojciec każe mu uciec, ucieka. Biegnąc, słyszy za sobą ryk niedźwiedzia, który rozdziera jego tatę na strzępy. Ale nie... Nie może się poddać... musi odnaleźć Górę Ducha Świata...
Opowiedziałem tutaj o samym początku tej powieści. Torak nie wie, gdzie dokładnie leży Góra, nie…Więcej...
"Boża Klepsydra" Jack McDevitt
Kategoria: Książka - recenzje
Autor: Fenrir

Motyw przewodni tej książki to temat oklepany jak świat. Kilku rozbitków w obliczu nadciągającej śmierci i uciekającego czasu. Na dodatek otoczeni przez nieznaną faunę i florę na obcej planecie. Kwestią honoru orbitujących statków pozostaje ich uratowanie. Sprawa jednak komplikuje się, gdyż planeta w ciągu najbliższych dni ma się rozpaść, a najbliższy lądownik, który mógłby uratować archeologów znajduje się zbyt daleko, by zdążyć na czas (nikt nie przypuszczał, że dwie jednostki mogą zostać zniszczone w tym samym czasie).
Sytuacja zdawałaby się z góry przesądzona, bo wahadłowce nie mogą manewrować w przestrzeni (jakieś bardzo dziwne ograniczenie), a lądowników nie zabiera się więcej niż potrzeba. Śmierdzi tu naciąganiem początkowej fabuły na szkielet ciągu dalszego... Jednak co począć mają rozbitkowie? Mogą czekać na to, co nieuniknione, albo podjąć walkę o przetrwanie. W tej sytuacji pozostaje odnaleźć lądownik, który został porzucony na powierzchni planety dwadzieścia lat temu, podczas pierwszej nieudanej ekspedycji.
Głównym zadaniem pozostaje przeżycie. Nie ułatwia im tego fakt, iż zbliża się do nich pieszczotliwie nazwany "Jerry", ogromny gigant gazowy. Sama jego obecność powoduje niespotykane do tej pory zdarzenia atmosferyczne. Silne trzęsienia ziemi, burze o mocy tak ogromnej, jakiej nigdy nie zdołano zaobserwować, czy tsunami zalewające całe kontynenty. Jednak zagadką pozostaje, czy w jakikolwiek sposób uda im się uruchomić lądownik. Oczywistą pozostaje fakt, że raczej z jego pomocą nie uda im się wydostać z planety. Powód jest prosty - przez dwadzieścia lat części uległy uszkodzeniu. Jednak z pomocą przychodzi ogromna winda…Więcej...

Motyw przewodni tej książki to temat oklepany jak świat. Kilku rozbitków w obliczu nadciągającej śmierci i uciekającego czasu. Na dodatek otoczeni przez nieznaną faunę i florę na obcej planecie. Kwestią honoru orbitujących statków pozostaje ich uratowanie. Sprawa jednak komplikuje się, gdyż planeta w ciągu najbliższych dni ma się rozpaść, a najbliższy lądownik, który mógłby uratować archeologów znajduje się zbyt daleko, by zdążyć na czas (nikt nie przypuszczał, że dwie jednostki mogą zostać zniszczone w tym samym czasie).
Sytuacja zdawałaby się z góry przesądzona, bo wahadłowce nie mogą manewrować w przestrzeni (jakieś bardzo dziwne ograniczenie), a lądowników nie zabiera się więcej niż potrzeba. Śmierdzi tu naciąganiem początkowej fabuły na szkielet ciągu dalszego... Jednak co począć mają rozbitkowie? Mogą czekać na to, co nieuniknione, albo podjąć walkę o przetrwanie. W tej sytuacji pozostaje odnaleźć lądownik, który został porzucony na powierzchni planety dwadzieścia lat temu, podczas pierwszej nieudanej ekspedycji.
Głównym zadaniem pozostaje przeżycie. Nie ułatwia im tego fakt, iż zbliża się do nich pieszczotliwie nazwany "Jerry", ogromny gigant gazowy. Sama jego obecność powoduje niespotykane do tej pory zdarzenia atmosferyczne. Silne trzęsienia ziemi, burze o mocy tak ogromnej, jakiej nigdy nie zdołano zaobserwować, czy tsunami zalewające całe kontynenty. Jednak zagadką pozostaje, czy w jakikolwiek sposób uda im się uruchomić lądownik. Oczywistą pozostaje fakt, że raczej z jego pomocą nie uda im się wydostać z planety. Powód jest prosty - przez dwadzieścia lat części uległy uszkodzeniu. Jednak z pomocą przychodzi ogromna winda…Więcej...
