Menu główne

Kto jest online

Na forum jest 4 użytkowników :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości (oraz 0 botów)

Najwięcej użytkowników (18) było obecnych 23 Cze 2010, 21:15

Zarejestrowani użytkownicy: Brak zarejestrowanych użytkowników


Activity over the last 24 hours

New Posts 31 • New Topics 4 • New users 2


14 Users active over the last 24 hours: boom, Fenrir, gamemen, Gregorius, Hazardius, JollyRoger, Kakon, marazm, Mikiotor, Ninjin, Pewien Gość, Suwmiarka, tuta158, Ula

Legenda :: Administratorzy, Moderatorzy globalni, Redaktorzy

Ostatnie tematy na forum

Historia Team Fortress 2
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez zyzio 24 Sie 2010, 17:16
Ocena:


Dziś opisywana gra wygląda nieco inaczej niż podczas jej wydania. Pamiętam jak dziś zbierałem pieniądze na nową kartę graficzną dla tej gry. I nie żałuję! Gram w TF2 już długo
i znam trochę historii tejże gry. Chciałbym się nią z Wami podzielić.

Początek
Team Fortress 2 jest ciągiem dalszym Team Fortress Classic. Mamy 2 drużyny: czerwoną i niebieską (RED i BLU(e)). Są także postacie do wyboru. Zaczynając od szybkiego Skauta, Żołnierza z wyrzutnią rakiet, machającego płomieniami Pyro, wybuchowego Demomana, ciężkiego Grubego i jego miniguna, Inżyniera który może stawiać działko strażnicze, Snajpera, Medyka który może uleczyć każdego członka drużyny i dać mu 10 sek. niezniszczalności, i na Szpiegu z możliwością niewidzialności kończąc. Na początku było bardzo mało map. 2Fort z dwoma bazami i łączącym je mostem i kanałami, DustBowl w kamieniołomach i parę innych. Dziś TF2 jest o wiele bardziej rozbudowany o czym można jest napisane poniżej.


Kawałek przeszłości i teraźniejszość
Można by było zakończyć już pisanie o TF2 ale dzięki Valve gra jest cały czas rozbudowywana. Użytkownicy PC dostają BEZPŁATNE dodatki do postaci. Gorzej z konsolami. Xbox dostaje malutkie aktualizacje naprawiające grę a PS3 nic. W tej chwili wyszło 11 większych aktualizacji do postaci. Zaczęło się od Medyka. Dostał 3 nowe bronie wprowadzono nowy tryb gry polegający na pchaniu wózka do określonego punktu. Później swoje nowe bronie dostał Pyro, Gruby, Skaut… I w końcu coś co odmieniło całą grę.
Szpieg vs. Snajper Update. Wprowadzono system zdobywania przedmiotów lub jak się przyjęło: drop.…Więcej...

Komentarze: 6

Mass Effect?
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Balicha 02 Sie 2010, 18:14
Ocena:


Autorka: Balicha

Nie wiem czy to wynik jakiejś pomyłki, ale ostatnio spotkałam się w sklepie z bardzo interesującą rzeczą. Od kilku tygodni przymierzałam się do kupna jakże popularnej ostatnio gry pt. ,,Mass Effect 2”. Pierwszą część tej znakomitej trylogii nabyłam niedawno, stąd mój wcześniejszy brak zainteresowania tym świetnym RPG. Postanowiłam jednak wstrzymać się z zakupem, gdy dowiedziałam się, że ma być wydany na początku lipca w serii EA Classic. W połowie tego miesiąca z 3 zapowiedzianych gier (Dragon Age : Początek, Mass Effect 2 i Left 4 Dead 2) żadna nie była dostępna w serii klasyków EA. Wszystkie natomiast można było znaleźć w sklepach w normalnych cenach.

Z okazji urodzin w lipcu, zostałam zaproszona przez rodzinę do Leszna, gdzie wybrałam się do lokalnego centrum handlowego. Postanowiłam wejść do Empiku. Podeszłam do gier na PC i tam zobaczyłam coś bardzo interesującego, mianowicie : rząd nowych gier Mass Effect 2 za 139,90 zł, a nad nimi półka z Edycjami Kolekcjonerskimi za (UWAGA! to nie jest błąd) 59,90 zł. Przypomnę, że kolekcjonerka ta obejmuje: pełną wersję gry Mass Effect 2; 48-stronnicową książeczkę z grafikami w twardej oprawie; dostępny w ograniczonym nakładzie komiks Mass Effect Redemption #1 (czyli kilka stron dostępnego od niedawna w polskich sklepach komiksu Mass Effect : Odkupienie); dodatkowe obiekty do gry (broń i pancerz); dodatkową płytę DVD z filmami zza kulis i materiały ilustrujące proces tworzenia gry oraz dostępna w ograniczonym nakładzie kartę Sieci Cerberusa (dającą dostęp do materiałów dodatkowych).…Więcej...

Komentarze: 8

Co piszczy w tytule
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Gregorius 18 Cze 2010, 20:46
Ocena:



Autor: kielbakrzepi

Pewnego razu grając w odcinającą się od Battlefieldowej spuścizny DICE’a „Mirror’s Edge” zacząłem dumać nad wyżej wymienioną nazwą. Było to szczególnie karkołomne podczas śmigania po dachach, unikając kul i upadków w betonową czeluść. Z intra wiedziałem, że nazwa „Mirror’s Edge” oznaczała poruszanie się na granicy bezpieczeństwa, na cienkiej linii prawa, jednak ja w nazwie tej znalazłem o wiele więcej. Dlatego po przebiegnięciu kilku etapów otarłem z czoła pot i zwróciłem się z zapytaniem do współczesnego wujka Dobra rada. Jak to często bywa zatonąłem w świecie rozszyfrowywania nazw gier i ich możliwych lub przypuszczalnych znaczeń. Po kilku godzinach ocknąłem się niczym bohater filmu Wachowskich, z poczuciem poznania niezwykłych prawd i garścią własnych przemyśleń.

Zacznijmy od mojego faworyta, czyli „Mirror’s Edge”. Prócz prostej prawdy balansowania na granicy, co zwykle robią parkurowcy zauważyłem sporo innych ciekawych zależności. Nie wiem, co było pierwsze nazwa czy koncept-arty lecz miasto, w którym dzieje się akcja przypomina lustro. Sytuacja Faith przypomina nieco dylemat „Alicji z Krainy Czarów”. Dziewczyna musi zdecydować, czy chce pozostać po jasnej i prostej stronie lustra, czy przejść na jego ciemną stronę poznając straszne sekrety swojego miasta.

Inną grą o podobnie, choć już nie tak bardzo wieloznacznym tytule, jest kultowy „Half-Life”, z wieloznacznym i kultowym Gordon’em Freeman’em. Dotarłem do źródła nazwy half-life. Polski odpowiednik to „Czas połowicznego rozpadu”, a dotyczy on pierwiastków promieniotwórczych. W końcu Gordon był fizykiem, a Black Mesa wielkim laboratorium. Dokopałem się do kilku ciekawych teorii na temat…Więcej...

Komentarze: 2

Domowe turnieje gier
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Gregorius 14 Cze 2010, 23:54
Ocena:




Autor: Adam "Fychan" Janiszewski

Kto nigdy nie chciał zagrać w jakimś turnieju i przy okazji pokazać na co go stać
w swojej ulubionej grze. Kto nie chciał słyszeć jakiegoś komentarza o swoim
stylu gry od widzów. Kto nie chciał ustać na podium po wygranej w turnieju?
Kto? Ręka do góry.

Pewnie kilka osób podniosło ręce, a to przez jakieś szczególne poczucie humoru, albo przez to, że faktycznie nigdy nie chcieli zagrać w żadnym turnieju. Sam szczerze chciałem zagrać, jednak moje umiejętności nie pozostawiają mi złudzeń. Jestem za słaby. Poza tym jak chciałem się wybrać na taką imprezę jak PGA, to zawsze zatrzymały mnie rzeczy ważniejsze. Jednak nie trzeba jechać przez pół kraju żeby stoczyć wymarzoną batalię. Nie jest konieczne być super mistrzem, żeby wystąpić na „turnieju”. Może o takiej rozgrywce nie będą pisały gazety, a już na pewno nie zobaczymy jej w telewizji czy na wielkim telebimie jak w Korei, ale zawsze to będzie przyjemność z gry przeciwko żywemu przeciwnikowi, a także możliwość uściśnięcia mu dłoni i podziękowaniu za grę po stoczonej rozgrywce.

Domowe przepisy na turniej
Przecież do dobrej zabawy nie potrzeba wiele. Jeśli stać kogoś oczywiście na wyjście z domu żeby pofatygować się do kolegi z routerem i tam stworzenie małej sieci. Taka opcja może nie być odpowiednia dla kogoś kto musiał by dźwigać ciężkiego PC-ta, ale jeśli ma się laptop na którym pójdzie jakaś gra, to czemu nie? Zabawa jest przednia, nawet…Więcej...

Komentarze: 8

Stare ale jare
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Angelus 06 Cze 2010, 15:57
Ocena:


Autor: Łukasz „Angelus” Migura



Rozwój technologiczny jest nieunikniony i tak naprawdę nie ma w nim nic złego. Mimo argumentów jakie przedstawiają przeciwnicy technologicznej progresji, nikt nie jest w stanie zatrzymać rozpędzonej lokomotywy z napisem „nowości”. To samo dotyczy rynku gier. Pomimo tego, że grafika i fizyka gry rozwinęły się w bardzo znacznym stopniu biorąc pod uwagę ostatnie 10 lat, a uważam je za równie ważne jak inne aspekty gry, to i tak jestem zdania , że obecne produkcje odstają od swoich poprzedniczek, przynajmniej w kwestii grywalności i pomysłowości.

Chciałbym zacząć od produkcji sportowych takich jak Fifa czy Pes. Oba obozy, czy to Konami, czy panowie z EA starają się za wszelką cenę sprawić by koszulki piłkarzy powiewały na wietrze, lub trawa była odpowiednio skoszona, a tak naprawdę największą bolączką, o której mówią gracze jest zbyt niski poziom trudności, czy też zbytnia schematyczność. Oczywiście pod tym względem bliżej doskonałości byli Japończycy, jednak tak jak w przypadku Fify po kilku godzinach rozgrywki byliśmy w stanie załapać w czym tkwi „szkopuł” i na wyższych poziomach wygrywać powtarzając jedynie odpowiednie schematy. Dobrym argumentem popierającym moją tezę może być fakt, iż duża rzesza ludzi wciąż zostaje przy Pes’ie 6 czy starszych wersjach Fify. Oczywiście twórcy wprowadzają nowe rozwiązania jak Become a Legend, gdzie pniemy się w rankingach jako kopacz, lub możliwość gry on-line. Opcje te skutecznie urozmaicają rozgrywkę, niestety prawda jest taka, że twórcy wciąż skupiają się w znacznym stopniu jedynie na kampanii menadżerskiej zostawiając…Więcej...

Komentarze: 0

Mutation of J.B.
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez arsenist 06 Cze 2010, 15:55
Ocena:


Autor: arseonist



- Mówiłem ci, że wyglądasz jak mój kuzyn?
- Nie. Jak wygląda twój kuzyn?
- Jak świnia.

Niekoniecznie zawsze trzymające się kupy zagadki, dwuwymiarowa grafika w 256 kolorach, niska rozdzielczość ekranu i... Mnóstwo doskonałej zabawy. To kilka cech przygodówek z końca XX wieku. Dzisiaj, w istnym zalewie gier akcji, nie ma zbytnio miejsca na tego typu pozycje, toteż entuzjaści klasycznych gier przygodowych mogą sięgać po starsze tytuły. Sam wprawdzie weteranem nie jestem, ale swego czasu doskonale bawiłem się przy kilku starociach. Wymienię chociażby Sołtysa, Skauta Kwatermistrza, Sfinxa czy recenzowane tutaj Mutation of J.B., u nas wydane po prostu jako J.B. przez znane swego czasu LK Avalon.

Gra traktująca o przygodach niejakiego Johnnego Burgera po raz pierwszy została wydana w 1996 roku. Zmajstrował ją bliżej nieznany developer Invention. Tytuł ten był pierwszą w pełni zdubbingowaną i wydaną na CD grą na Słowacji. U nas natomiast pełnym spolszczeniem i releasem zajął się w 1997 roku rzeczony Avalon. Dzisiaj można ją z trudem dostać w taniej (dość starej) serii o nazwie... Fajna Seria, w pudełku DVD, wtedy natomiast było to ogromne pudło styropianowe z tekturowym slipcasem, w którym przewracała się koperta z płytką oraz drobna instrukcja obsługi. Onegdaj bowiem nie chodziło o to, by upchać do ciężarówki jak najwięcej kopii danej giercy...

Ale cyk Walenty, na bok sentymenty, jak to rzekł pewien radiowiec w klasyku polskiego kina. Zajmijmy się samą szpilą. Po odpaleniu oczom naszym ukazuje się kilkuminutowe intro,…Więcej...

Komentarze: 0

DLC
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Blackwolf111 03 Cze 2010, 13:09
Ocena:


Autor: Blackwolf



Karol wrócił do domu w bardzo dobrym humorze. Nic w tym dziwnego bowiem humor ten dopisywał mu już od pierwszych minut po przebudzeniu, a dokładniej od chwili, w której zdał sobie sprawę, że to właśnie dziś, 23 lutego 2013 roku, na półki sklepów trafiła długo wyczekiwana przez niego gra. Rzucił matce krótkie „cześć” i niecierpliwie zabrał się za rozpakowanie Dragon Creed: Evil of Persia 3. Pięciogodzinny okres oczekiwania na pobranie z Internetu plików instalacyjnych umilił sobie lekturą instrukcji uprzejmie zamieszczonej w formie papierowej, w końcu nie po to kupował edycję kolekcjonerską, by jak wszyscy pozostali przeglądać PDF-a. Wreszcie przyszła pora na uruchomienie tego cuda.

Karol był mądrym chłopcem więc przezornie przygotował już kartę kredytową stąd pierwsza operacja – zakup intra, opcjonalnie oferowanego w formie DLC – przebiegła szybko i sprawnie. Komputer nie należał do najnowszych toteż nie obyło się bez kolejnego DLC umożliwiającego grę w niższych rozdzielczościach. Następnie przyszła pora na zakup złodzieja jako klasy postaci domyślnie zablokowanej – oczywiście w formie DLC. Rozgrywka na najwyższym poziomie trudności to również DLC. Niestety w tym właśnie momencie Karolowi skończyły się środki na koncie dlatego też darował sobie pierwsze trzy rozdziały rozpoczynające fabułę (podzielone na sześć DLC). Ukończywszy czwarty rozdział poszedł spać z radosną świadomością, że jutro ojciec przelewa mu nowe kieszonkowe i będzie mógł kupić kolejne kilka godzin zabawy…

Ta radośnie optymistyczna wizja dotyczy pojęcia DLC. Co to właściwie znaczy? W bezpośrednim rozwinięciu będzie to Downloadable Contents. W…Więcej...

Komentarze: 1

Bioshock 2 - kontrowersje
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Redaktor 03 Cze 2010, 13:07
Ocena:


Autor: otton



Ostatnio przed premierami wielkich gier wybuchają regularne afery. Zwykle chodzi o treści jakie gra ukazuje. Przykładem może być lotniskowa misja z MW 2. To można jakoś poprzeć, ale antykatolicki, zachęcający do ćpania Bioshock 2 to już lekka przesada.

Przed premierą pewien geniusz odkrył: „Małe dziewczynki służą do szukania narkotyków”; „Big Daddy może wykorzystywać dzieci”; „wszystko dzieje się w świecie bez reguł i boga”; „gra promuje antykatolickie wartości i satanizm”. Jednak na te słowa w CD-Action pojawiło się tylko pół strony w AR z komentarzami Smugglera. Takie słowa nie powinny moim zdaniem przejść bez dłuższej wzmianki. Zacznę po kolei i udowodnię autorowi tych zdań, że słowo promuje jest nie na miejscu.

Oczywiście wartości te pojawiają się w grze, ale czy na pewno są promowane? Ja bardziej odczytuję to jako pewną wizję twórców. Zacznijmy od kwestii narkotyków. Tak są one tutaj pod postacią ADAM-a i zbierają je małe dziewczynki. Tylko, że nawiązuje to do świata w którym żyjemy, bo czy tylko dorośli sięgają po narkotyki. Nie zachowujmy się jak dzieci i przyznajmy, że niestety, ale tego próbują już coraz młodsi. Nie chodzi tu tylko o narkotyki, ale także alkohol czy „legalne narkotyki” (czyt. Dopalacze). W coraz większej liczbie krajów „mała ilość” jest legalna. Twórcy mistrzowsko ukazują także działanie tych substancji. Czy w tej grze walczymy ze zdrowymi, wesołymi ćpunami? Nie, bo są już przesyceni żądzą narkotyku, alkoholu. Gra pokazuje, że używanie tego nie wiąże się z rajem na ziemi,…Więcej...

Komentarze: 3

SHOGO: Mobile Armor Division
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Redaktor 03 Cze 2010, 13:04
Ocena:


Autor: Karol „Kaczmars” Kaczmarek



Bigger is better – tak brzmi napis, który obok masywnego mecha umieszczony został na pudełku od gry. Cóż, sporo w tym prawdy…

„Więc… Jesteś kolesiem, który stracił brata i dziewczynę w jakiejś tam bitwie” *
Sama nazwa gry dość szybko sugeruje, że jest ona produkcją osadzoną w japońskich klimatach. Cóż, w tym przypadku pierwsze wrażenie jest jak najbardziej na miejscu, jako że mamy do czynienia ze skośnookimi bohaterami oraz typowo mangowym środowiskiem a’la Appleseed tudzież Gundamy, w których tak jak w grze bardzo ważną rolę grają właśnie mechy – ale o tym za moment. Gra jest first-person shooterem, w którym gracz wciela się w Sanjuro, żołnierza UCA (United Corporate Authority), bohatera o dość sarkastycznym usposobieniu i wyraźnie widocznym problemem z władzą. Został on zrzucony w sam środek wojny, toczącej się o planetę Cronus, a w szczególności o wydobywaną spod jej powierzchni substancję zwaną Kato. Dodatkowym wątkiem jest obecność tajemniczej, kilkuset kilometrowej istoty Cothineal, zamieszkującej głęboko pod skorupą tejże planety. W grze dana jest możliwość wyboru moralnego, co jak na tamte czasy w fps’ach było rzadkością. Nie jest on wielki, ale decyduje o zakończeniu oraz o stronie konfliktu po której stanie gracz.

„Jesteś z deka mięczakiem, więc wciąż wszystkiego jeszcze nie przebolałeś”
Gra porwała graczy nie tylko fabułą z intrygami i zwrotami akcji, ale przede wszystkim możliwością sterowania zarówno głównym bohaterem, jak i pilotowanym przez niego jednym z 4 mechów,…Więcej...

Komentarze: 1

The Neverhood
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Redaktor 03 Cze 2010, 12:57
Ocena:


Autor: Paweł „Ivan” Iwanowicz



Obecnie jesteśmy zasypywani tonami gier, wykorzystującymi najnowsze wersje pixel-shaderów, DirectXów i innych, technologicznych dziwadeł. Przez to większość ludzi zapomina, że kiedyś nie liczyło się, ile najróżniejszych wodotrysków było w grze ale to, w jaki sposób dana produkcja potrafiła zaciekawić gracza i porwać go w swój fascynujący świat. Takim „gagatkiem” jest właśnie Neverhood. Nietypowy graficznie, z ciekawą historią do opowiedzenia i przednim humorem. Ale żeby nie mieszać, zacznijmy od początku.

The Neverhooding story
Neverhood to pierwsza gra, stworzona w całości w technice „claymation” (zarówno postacie jak i świat są tworzone z plasteliny, a następnie animowane „ręcznie”). To pierwszy taki projekt, w którym na potrzeby gry stworzono z plasteliny cały świat. Zajmował on ponad 400 metrów kwadratowych. Nad całą planszą znajdowały się rusztowania, do których przyczepione zostały kamery. Prace nad tą ogromną makietą trwały ponad trzy miesiące. Następne osiem miesięcy to filmowanie, obrabiane, przycinanie i montowanie całego materiału. W kwietniu 1996 roku gra była już ukończona i mogła wreszcie ujrzeć światło dzienne.

Hey, Klayman – can You feed my plant?
Jeśli chodzi o konstrukcję, to Neverhood jest klasyczną grą przygodową typu „point&click”, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Po świecie poruszamy się za pomocą węzłów (najczęściej są to osobne lokacje, w których można aktywować kolejne przedmioty), rozwiązując przy tym najróżniejsze zagadki – a trzeba przyznać, że tych nie brakuje. Zarówno ich różnorodność, jak i stopień skomplikowania dostarczą nam masę świetnej zabawy. Dodatkowo, kolejne łamigłówki są…Więcej...

Komentarze: 1

Fenomen Warhammera
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Redaktor 03 Cze 2010, 12:54
Ocena:


Autor: Yamnick



Uniwersum Warhammera zadebiutowało w grach bitewnych, które rozgrywa się poprzez rzucanie kostek i wykonywanie ruchów dostępnych w danej turze. Wszystko to, odniosło niemały sukces i już teraz doczekała się piątej edycji oraz wielu dodatków zawierających własne kodeksy czyli zbiory reguł odgórnie przydzielonych do klimatu rozszerzenia.

Mapa z „Młota Bojowego” nie różni się znacznie od tej, którą znamy. Stary Kontynent jest odpowiednikiem dzisiejszej Europy. Rozpoznać można to zarówno po kształtach jak i po znaczeniu gdyż to właśnie Stary Kontynent jest kolebką tamtejszych cywilizacji. Rasy, które pierwotnie występowały (i występują) w grach planszowych Warhammer to starzy dobrzy Ludzie, Elfy, Krasnoludy oraz inne humanoidalne postacie fantastyczne.

Jednak nie samymi „planszówkami” pokazywano graczom na całym świecie magię tamtejszego świata. Z czasem tworzono gry fabularne, karciane oraz te na komputery osobiste. I to chyba właśnie w PC odniesiono największy sukces ponieważ Warhammer 40k zna każdy szanujący się koneser RTS. Lecz w przypadku komputerów, rasy ewoluowały i akcja przeniosła się do przyszłości. Elfów, Ludzi oraz Krasnoludów zastąpiły Orki, Marines „ciemniej i jasnej strony mocy”, Nekroni, Eldarzy oraz Gwardia Imperialna. To oni spierają się o nowe terytoria, planety i pokój dla własnych nacji często przy pomocy śmiercionośnych broni jak i rytuałów. To wszystko przykuwało wielu do monitora na długie godziny nie pozwalając się w jakikolwiek sposób odczepić.

Tak więc w czym tkwi fenomen? Prawdopodobnie w charakterystycznych rasach pozwalających każdemu graczowi upodobnić się do jednej z nich. Bo kto nie chciałby kiedyś zostać…Więcej...

Komentarze: 3

Stare ale jare
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Redaktor 03 Cze 2010, 12:51
Ocena:


Autor: Mistrz Maldini

Oto gra, którą zna każdy, nawet pingwiny na Antarktydzie. Gra, w którą najlepiej grało się na lekcjach informatyki. I nigdy nie udało mi się przejść go w lewą stronę...

MARIO FOREVER

MARIO FOREVER to najbardziej znana platformówka jaka pojawiła się na naszym globie (no może na naszych komputerach). Wcielamy się tu w tytułową postać, jest nią hydraulik o imieniu Mario. Naszym zadaniem jest uratowanie muchomorów z pięknej krainy TOADSTOOL i pokonanie złej kupy... sorry ten zły bohater ma na imię KUPPA. Ale to wcale nie jest takie proste zadanie. Zły Kuppa wysyła na naszego dzielnego hydraulika swoich wojowników. Są to goombasy, złe grzyby na które trzeba naskoczyć aby je pokonać. Innymi potworami są Turtellos, te już są mądrzejsze, nie wskakują w przepaść jak ich poprzednicy. Oprócz nich jest także rurowa pirania, na którą nie można naskoczyć. Jest jeszcze kilka innych oddziałów ale dajmy sobie z tym już spokój.

[rimg width=181 height=137 float=right]http://forum.actionmag.pl/images/a/mario forever2.jpg[/rimg]

Ale nasz dzielny Mario ma także swoich sprzymierzeńców. Są to: Muchomor, dzięki któremu nasz dzielny hydraulik staje się większy zyskując jakby jedno życie, kwiat mocy dzięki któremu jesteśmy w stanie strzelać do naszych rywali, i jeszcze parę innych rzeczy dających chwilową nieśmiertelność czy dodatkowe życie.

[rimg width=181 height=137 float=left]http://forum.actionmag.pl/images/a/mario forever3.jpg[/rimg]

Cała gra podzielona jest na cztery światy. Na końcu każdego z nich bijemy się w zamku z ucieleśnieniem największego zła jakie chodziło na świecie czyli Kuppą. Jest to zawsze najtrudniejszy przeciwnik, gdyż strzela do nas ogniem z pyska (bo wygląda jak mały smok)…Więcej...

Komentarze: 2

PEGI pomaga w wyborze!
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Redaktor 03 Cze 2010, 12:46
Ocena:


Autor: Jan „Johny” Lancmański



PEGI działa.. naprawdę! A rodzice kupując gry komputerowe dla swych pociech (czasami kilkunastoletnich) bacznie zwracają uwagę na te niepozorne szare oznaczenia. I nie ma w tym stwierdzeniu ani grama ironii. Ironią jest zaś fakt, że PEGI działa, ale zupełnie inaczej niż w założeniu miało to wyglądać.

Wypowiadam tę nietypową opinię, albowiem miałem okazję przekonać się o tym jakiś czas temu na własne oczy. Tak się składa, że pracowałem w jednym ze sklepów typu „nie dla idiotów” na dziale software, czyli z grami komputerowymi jednym słowem. Z niedowierzaniem i grozą patrzyłem na rodziców kupujących z premedytacją gry z oznaczeniem 18+ dla swoich dużo młodszych latorośli, albo niekupujących gier naprawdę dobrych „dla mojego szesnastoletniego syna” tylko dlatego, że miały oznaczenie 12+. Świat powariował? Tak się składa, że akurat nie w tym przypadku! To wynik nieznajomości tego co PEGI oznacza. Spytacie, jak to możliwe, przecież każdy głupi wie, że PEGI wyraża minimalny wiek osób, dla których przeznaczona jest dana gra. Co za tym idzie dany tytuł powinny nabywać jedynie jednostki, które przekroczyły barierę wiekową oznaczoną właśnie przez PEGI, prawda? Nie, według domorosłych znawców gier komputerowych, czytaj: rodziców. Przekonałem się o tym podczas wielu rozmów odbytych podczas pomagania w wyborze odpowiednich tytułów na prezenty dla ich potomnych. W ich opinii PEGI oznacza grupę docelową danego tytułu.

Powiecie, że nie zauważyliście różnicy między właściwym, a ich pojmowaniem tego obecnie najpopularniejszego sposobu klasyfikacji wiekowej gier? To już tłumaczę różnicę i wynikające…Więcej...

Komentarze: 0

Czynniki wpływające na powstanie sequela
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Redaktor 03 Cze 2010, 12:44
Ocena:


Autor: Rafał „Yamnick” Pawluk



Jedynka, dwójka i trójka. Kolejne części gry wydawanej cyklicznie, rozszerzając jej fabułę o nowe postacie, zadania i lokacje. Do tego dodajmy ulepszoną oprawie graficzną i najnowsze rozwiązanie technologiczne obecnie dostępne na rynku. To wszystko nas cieszy, ale czy taki jest priorytet twórcy przy tworzeniu kontynuacji swojej produkcji? Pewnie i tak, ale najważniejszy jest zysk przez duże $. Studio, po stworzeniu gry skrupulatnie oblicza zyski ze sprzedaży oraz tworzy ankiety, które mają odpowiedzieć na pytanie: robimy dwójkę czy nie? Jeżeli wszystko idzie po ich myśli, a gra nakręciła graczy na sequel to przystąpią do jego tworzenia od zaraz, biorąc pod uwagę kilka najważniejszych czynników.

Czynnik 1: Zysk = Reklama = Zysk
Wyrobiona już marka, ma większe szansę na powodzenie na tak niestabilnym i ryzykownym rynku jakim jest rynek gier. Dochody ze sprzedaży są przekazywane na budżet producenta jak i… reklamę. To ona w dużej mierze przełoży się na sukces produkcji. Stopniowo wypuszczane trailery i teasery podsycają i tak gorącą atmosferę a za reżyserowanie zwiastunów i innych reklamacyjnych filmików trzeba jednak płacić – i to słono. Te nadawane w telewizji tuż przed premierą reklamy, które nie trwają więcej jak trzydzieści sekund kosztują około 90 tysięcy złotych! Niemal „okrągła sumka”, której wielu z nas nie zobaczy nigdy na oczy. Wbrew pozorom do działa, czy nie zdarzyło Ci się kupić gry zaraz po obejrzeniu reklamy w TV lub trailera w sieci?

Czynnik 2: DLC +…Więcej...

Komentarze: 1

MMO dla hardkorów
Kategoria: Gry - varia  

Postprzez Redaktor 03 Cze 2010, 12:38
Ocena:


Autor: upadły_bankowiec



Przemierzając przez wiele dni trudny świat Ultimy Online, a następnie baśniowe krainy Kalimdoru doszedłem w końcu do wniosku, że o grach MMORPG wiem już co nieco. Ze wszystkich sieciowych tytułów, tylko te dwie zdołały przykuć mnie do monitora na NAPRAWDĘ wiele godzin. Surowa i trudna Ultima, w której zarabiałem na jedzenie pisaniem zwojów recall kontrastuje z epickim WoWem, gdzie już od pierwszego poziomu chwytamy za miecz, łuk czy kostur i ruszamy pacyfikować pobliskie monstra. Owszem, gry dzieli kolosalny w tych kręgach odstęp czasu. Ultimę wydano w 1997, WoW pojawił się w stanach w 2004. Na ich przykładzie widać poniekąd, jak ewoluowała istota zwana graczem – od maniaka zagłębiającego się w klimat, potrafiącego przez godzinę klikać kursorem na rudę w kopalni, do człowieka nastawionego na szybka łatwą i dynamiczną rozgrywkę. Jednak nie można zaprzeczyć, że obie gry wyznaczały nowe kanony w świecie masowej rozrywki i były/są bardzo popularne. Idąc dalej tym tropem, zadałem sobie pytanie – co by wyszło z połączenia tych dwóch gier? Chwyciłem za kartkę i ołówek i już o kilku godzinach moim oczom ukazał się wstępny pomysł na rozgrywkę.

W Polsce? Czemu nie?
Wyobraźmy sobie świat. Świat sporych rozmiarów, ale bez przesady. Dla łatwiejszego porównania niech będzie zbliżony wielkością do wspomnianego Kalimdoru. Świat zróżnicowany, ale nie tak diametralnie podzielony. Kładziemy większy nacisk na realizm w tym względzie. Ale realizm to nie monotonia! Najlepiej, aby nasz świat był kalką jednego z aktualnych państw. Marzeniem byłaby…Więcej...

Komentarze: 3

Zaloguj się

Nazwa użytkownika:

Hasło:


Pamiętaj mnie
Ukryj mnie

Zarejestruj się

Statystyki

Wszystkich postów: 1424
Wszystkich tematów: 300
Wszystkich użytkowników: 106
Ostatnio zarejestrowany: gamemen