Prince of Persia
Kategoria: Gry - recenzje
W 2008 roku Ubisoft wydało grę traktującą o znakomitej serii zapoczątkowanej niegdyś przez niejakiego Jordana Mechnera. Zasłynęła ona przez swą pierwszą część z 1989 roku, jak i znaną trylogią Piasków Czasu. Ktoś by się spytał: Ubi wskrzesza serię? Nie- tak brzmi odpowiedź na to pytanie. Tym razem firma postanowiła zrobić coś zupełnie nowego, coś czego nikt nie przewidywał- grę o zupełnie innym klimacie, oprawie, historii. Grę diametralnie inną od „poprzedniczki...”Jak ją nazwano? Po prostu Prince of Persia, niektórzy nazywają go również Prince Zero. Ubisoft postawił w tej grze na grafikę Cel-shading, można by powiedzieć, tchnącą szczyptą komiksu, rysunkiem. Spotkamy się też z, rzecz jasna, inną historią opowiadającą o wciąż bezimiennym Księciu i Elice, jego nieustannej towarzyszce- ale o tym później. Jak więc prezentuje się gra? Może wypadałoby to powiedzieć na samym końcu, lecz mówię to już teraz: ta gra jest po prostu p-r-z-e-p-i-ę-k-n-a. Historia i oprawa audiowizualna są iście baśniowe, co nadaje tej grze niepowtarzalnego, niesamowitego uroku.
Trochę o fabule
Prince of Persia to taka zręcznościowa platformówka połączona z hmm... przygodówką doprawioną szczyptą (ale na prawdę małą) RPG. Jak więc na tytuł tego pokroju przystało, nie zabrakło w niej fabuły. Wspomniałem o niej na początku, lecz teraz czas na pełny opis. Książę, targany burza piaskową, gubi swą oślicę przenoszącą cenne skarby, a na swej drodze napotyka Elikę. Dziewczyna zgadza się, by pomógł jej zacisnąć więzy trzymające Boga Ciemności, Arymana w jego celi. Niestety jej ojciec (jest o tym opowiedziane o…Więcej...
Piraci Nowego Świata
Kategoria: Gry - recenzje
Autor: AvGJako iż w numerze 08/2010 CDA umieściło grę Piraci Nowego Świata 2: Dwa Skarby, postanowiłem napisać recenzję części pierwszej.
Część pierwsza posiada cztery kampanię, w której głównym zadaniem jest zajęcie pewnej ilości miast dla danego państwa. Po przejściu jednej, odblokowywana jest następna, z wyższym poziomem trudności i ilością miast do przejęcia. Jest również odblokowana nowe państwo, którego korsarzem możemy być (Hiszpania, Holandia, Anglia, Francja). Walki morskie odbywają się w wyznaczonym, moim zdaniem za małym, terenie, kamera zaś na akcję spogląda z góry (m. in. jak w Sacred).
Dużym minusem jest tutaj generowanie piratów. W afiszu niesławnych piratów jest sobie, powiedzmy, taki Jan Kowalski, który jest określany mianem „zabójczego”. Posiada trzy statki i widziano go ostatnio, znużmy, w okolicach Port-au-Prince. Gdy owego spotykamy i pokonujemy, okazuje się, że pływał dwoma galeonami i jedną karką. Niby nic dziwnego, tylko tyle że zwyki piraci umieją pływać czterema galeonami. Kolejnym, też dużym minusem jest tzw. „podział łupów”. Oznacza to, iż kasiora, którą zbieraliśmy (tak właściwie to po cholerę dużo zbierać, i tak statku nie można kupić, a suma ok. 50.000 spokojnie wystarcza), zostaje podzielona między nas i załogę. Zawsze, po takim podziale, zostaje nam wybrany statek (jeśli mieliśmy więcej niż jeden), na koncie mamy 20.000 sztuk złota (malutko, oj malutko…), pięć beczek rumu i zboża oraz odpowiednią (chyba dla Ascoron’a) ilość kul armatnich.
W grze zawarty jest również wątek ekonomiczny. Aby załodze nie spadł szybko pasek „podziału łupów”, należy mieć odpowiednią…Więcej...
Test Drive Unlimited 2
Kategoria: Gry - recenzje
Jest ciemno, już dawno zapadła noc, księżyc nieśmiało wychyla się zza chmur, by się do ciebie uśmiechnąć. Ograniczona widoczność daje się we znaki, jesteś wyposażony jedynie w dwa dające słabe światło reflektory. Lecz prujesz swym wozem przed siebie, by sprawdzić, jak sprawują się opony twojego nowego Lamborghini na śliskim asfalcie, który niedawno został zmoczony przez rzęsisty deszcz. Jedziesz dalej, nagle przed sobą widzisz zakręt. Skręcić czy nie? Może pozostać na drodze, by nabrać pełnej szybkości, a nie schodzić na szuter? Masz sekundę na zastanowienie się, w końcu decydujesz, by zjechać z drogi i spróbować jechać po pnącej się w górę drodze. Zakrętowi towarzyszy pisk opon, lecz udało się ci wejść na dobrą drogę. Krople lekkiego deszczu spływają po twojej szybie, jesteś zmuszony uruchomić wycieraczki. Światło słoneczne zaczyna powoli zalewać okolice, rosnące przy drodze palmy próbują dawać choć skąpy cień, jakiego na Ibizie mało. Udało ci się wjechać na górę, koło siebie widzisz ostre granie skał, wystawiających się na promienie słoneczne. Jedziesz dalej, zastanawiając się, co przyniesie kolejny zakręt. Omijasz kilka kamieni próbujących ci przeszkodzić w jeździe, oślepiające słońce przebija się przez przyciemniane szyby twego samochodu. Nagle się zatrzymujesz, czując że za chwilę droga się skończy. Patrzysz w dół... a tam morskie fale obijają się o skalne klify, straszące ostrymi końcami. Kierujesz wzrok dalej, podjeżdżasz bliżej krawędzi... i widzisz wyspę pokrytą prawie w całości palmami, a na niej piękną plażę o złotym piasku. Słyszysz szum fal, wiatr smaga liście drzew, a ty, po napawaniu…Więcej...
StarCraft
Kategoria: Gry - recenzje
Gra z serii „była sobie królowa i…”. Wróć, nie ten tekst. Gra z serii „byli sobie Terranie, Zerdzy i Protossi”. Wszystkie rasy żywią u siebie cholernie wielką ksenofobię. Na początku mieliśmy „Free For All”, dopiero później przerodziło się to w częściowy deatchmatch.
Fabuła kampanii początkowo kręci się wokół próby zdobycia władzy przez rebeliantów. Jednak jak to w życiu bywa, trawa nie jest zbyt zielona, a kobiety piękne, a nasi poczciwi Terranie odnajdują ślady Zergów – małych skurwieli, których działanie jak żyw przynosi do głowy jedną doktrynę: „Gdy wrogów kupa i Terran dupa!”
Niektórzy mogą ryknąć śmiechem, gdy zobaczą obszerność ras w grze, biorąc pod uwagę chociażby serię Europa Universalis. Ok, tylko że w EU zróżnicowanie było bardzo pozorne, tu zaś każda rasa jest inną historią. Terranie to ludzcy koloniści, stawiający na mobilność bazy i siłę ognia, Protossi to niezwykle zaawansowani kosmici, drodzy jak cholera i wolni, ale gdy pierdolną… Zergowie to z kolei bracia Protossów, pomimo faktu, że z zewnątrz nieznacznie się różnią… Ci z kolei stawiają na ilość i prędkość. I to sprawia, że niezwykle trudno wybrać najlepszą rasę do gry. Teoretycznie Terranie posiadają najlepsze możliwości obrony wąskich przejść prowadzących do bazy, jednak ich jednostki naziemne wypadają dość blado w porównaniu chociażby do Hydralisków Zergów, którzy w większej ilości (i całkiem tania jednostka, i silna) potrafią zrobić z bazy składnicę złomu. Jednak Zergowie dysponują najsłabszymi jednostkami powietrznymi, co zmusza ich do ataków naziemnych, narażając się na ciężki ogień Siege Tanków. Protossi z kolei są najwolniejsi w rozwoju, rozwój całej ich bazy kosztuje dość sporo i…Więcej...
Fabuła kampanii początkowo kręci się wokół próby zdobycia władzy przez rebeliantów. Jednak jak to w życiu bywa, trawa nie jest zbyt zielona, a kobiety piękne, a nasi poczciwi Terranie odnajdują ślady Zergów – małych skurwieli, których działanie jak żyw przynosi do głowy jedną doktrynę: „Gdy wrogów kupa i Terran dupa!”
Niektórzy mogą ryknąć śmiechem, gdy zobaczą obszerność ras w grze, biorąc pod uwagę chociażby serię Europa Universalis. Ok, tylko że w EU zróżnicowanie było bardzo pozorne, tu zaś każda rasa jest inną historią. Terranie to ludzcy koloniści, stawiający na mobilność bazy i siłę ognia, Protossi to niezwykle zaawansowani kosmici, drodzy jak cholera i wolni, ale gdy pierdolną… Zergowie to z kolei bracia Protossów, pomimo faktu, że z zewnątrz nieznacznie się różnią… Ci z kolei stawiają na ilość i prędkość. I to sprawia, że niezwykle trudno wybrać najlepszą rasę do gry. Teoretycznie Terranie posiadają najlepsze możliwości obrony wąskich przejść prowadzących do bazy, jednak ich jednostki naziemne wypadają dość blado w porównaniu chociażby do Hydralisków Zergów, którzy w większej ilości (i całkiem tania jednostka, i silna) potrafią zrobić z bazy składnicę złomu. Jednak Zergowie dysponują najsłabszymi jednostkami powietrznymi, co zmusza ich do ataków naziemnych, narażając się na ciężki ogień Siege Tanków. Protossi z kolei są najwolniejsi w rozwoju, rozwój całej ich bazy kosztuje dość sporo i…Więcej...
StarCraft 2
Kategoria: Gry - recenzje
Dawno temu, bodajże w roku 2000 (choć może nie pamiętam dokładnie), pewien dwunastoletni chłopiec po raz pierwszy przeszedł grę, której nazwa póki co niewiele mu mówiła, (oprócz tego, że miała coś wspólnego z gwiazdami) – StarCraft i spędził przy niej wiele ekscytujących godzin. Przez kolejnych dziesięć lat, czekał ów chłopiec na kontynuację losów bohaterów, których poznał podczas rozgrywki. W końcu się doczekał.”Make no mistake. War is comming.”*
Nietrudno się domyślić po tym tandetnym, sentymentalnym wstępie, że tym chłopcem byłem (konkretnie rzecz biorąc nadal jestem) ja. Możecie więc wywnioskować, że gdy jakieś trzy lata temu Blizzard oficjalnie zapowiedział kontynuację StarCrafta, ciśnienie podskoczyło mi do niebezpiecznych granic i do czasu premiery utrzymywało się mniej więcej w takim stanie. Wiem, że przypomina to wywód jakiejś rozhisteryzowanej nastolatki, która zapytuje redakcję Bravo o to, czy to bocian przynosi dzieci, czy też może, jak powiedzieli jej rodzice, to przez tenis. Chciałbym jednak, żebyście zrozumieli, że żadnej innej premiery nie wyczekiwałem z takim utęsknieniem jak to miało miejsce w przypadku drugiej części StarCrafta. Gdy zaś trzymałem w ręce świeżo nabyty egzemplarz gry, czułem się jak mały chłopiec oglądający prezenty pod choinką.
Z premierą gry była związana również pewna obawa. Pierwszy StarCraft był grą epokową, która już przez ponad dekadę nie traci na popularności. Uzasadniony był więc strach o to, czy sequel mu dorówna. Czy te obawy się spełniły? Cóż, moim zdaniem StarCraft II nie tylko dorównał swojemu poprzednikowi, ale również znacznie go przewyższył.
Więcej...
MadeMan
Kategoria: Gry - recenzje

Myślę, że polski tytuł tej gry powinien brzmieć Made Man Badziewie & Absurd. Uważam, że dopiero taka nazwa określa to, czym MM jest.
OPOWIEŚĆ Z SENSEM
Recenzję Made Mana zacznę może od wymienienia zalet gry… Sorry, wróć, …od wymienienia ZALETY gry, bo w morzu wad dzieła Silverback Studios znalazłem tylko jedną, jedyną cechę pozytywną, a chodzi tu oczywiście o fabułę. Nie, nie to, żeby była jakaś bardzo dobra i rewelacyjna, skądże znowu; to, jak się opowiada o gangsterach pokazały nam już takie gry jak GTA i Mafia.
Fabuła MM ukazuje nam historię pewnego mafijnego „cyngla”. Opowieść nie jest może super oryginalna, ale… daje radę. Pasuje do gry, nadając tej ostatniej specyficzny klimat i jest ciekawie przestawiona. Bohater opowiada o swojej przeszłości, każda z misji jest jakby rozegraniem jego wspomnień. Nie powiem, ciekawy patent, nadaje sens rozgrywce i sprawia, że człowiek jest naprawdę ciekawy „ci się tam wydarzyło”. W czasie kilkunastu misji słyszymy też głos głównego bohatera, jest to coś na kształt pierwszoosobowej narracji – sprawdza się to znakomicie. No, to tyle, jeśli chodzi o zalety, teraz trzeba trochę ponarzekać.
GRAFICZNY KOSZMAR
Śledzenie fabuły gry wymaga oglądania filmików między misjami ( a czasem w ich trakcie). No i niestety – animacje postaci są tu fatalne. Nie „złe”, tylko FA-TA-LNE. Trzeba tu jednak oddać sprawiedliwość aktorom, użyczającym głosu postaciom w cut-scenkach – odwalili kawał dobrej roboty. Niestety, marne animacji skutecznie psują przyjemność z ich słuchania.
Jak już wspomniałem…Więcej...
Street Fighter IV
Kategoria: Gry - recenzje
Autor: oźlanStreet Fighter IV jest drugą od czasów starusieńkiego już Street Fighter II bijatyką Capcomu goszczącą na PC. Jej założenia, tak jak każdej gry tego gatunku, są teoretycznie proste: dwóch/dwoje wojowników/wojowniczek toczą ze sobą pojedynek z wykorzystaniem najróżniejszych ciosów, kopnięć, chwytów, zionięć ogniem etc. aż do momentu, gdy dla jednego wojownika/wojowniczki skończy się pasek zdrowia, a my zobaczymy wielki napis KO! . Tym w skrócie jest Street
Fighter IV, jednak zapewniam: zagrajcie, nie pożałujecie. Przeciętny Kowalski zapytałby mnie: "Dlaczego mam spędzać mój cenny czas przy tej rzekomo fascynującej i wspaniałej grze?". Tak więc, Kowalski, słuchaj uważnie.
Gra ma dwa główne (pomniejsze to trening czy survival) tryby gry: arcade, czyli niespecjalnie skomplikowany wątek fabularny wybranej przez nas postaci skupiający się na szeregu walk z losowymi przeciwnikami i ostatniej ze swoim arcywrogiem oraz możliwość walki z drugim graczem, która moim zdaniem daje najwięcej frajdy, ale po kolei. Pierwszy tryb
przedstawię na przykładzie mojego ulubieńca, Rufusa: we wstępnym filmiku, bardzo klimatycznie wykonanym w stylistyce anime, bohater oburza się, że to nie Ken(jedna z głównych postaci serii), lecz on jest najlepszym wojownikiem w Ameryce i postanawia to udowodnić przystępując do konkursu sztuk walki. Później czeka nas już tylko wspomniany wcześniej szereg walk i filmik końcowy. Jednak zdecydowanie największy fun z gry czerpiemy grając w drugim trybie, czyli z żywym graczem. Nie wiem jak wam, ale mi spranie(oczywiście w virtualu) znajomego dostarcza mnóstwo radochy. Do tego dochodzi możliwość kopania tyłków przez sieć, więc zabawa szybko…Więcej...
Conflict Global Storm
Kategoria: Gry - recenzje
Dzień dobry państwu. Witam wszystkich bardzo serdecznie w kolejnym odcinku programu pod tytułem „Absurdy Wojenny”. Dziś będziemy mówić o wojnach XXI wieku. Naszym gościem jest pan Connor, pierwszy komandos, który zgodził się na udzielenie wywiadu.- Dzień dobry, panie komandosie Connor.
- Dzień dobry. Pozdrawiam wszystkich telewidzów.
- Cóż… Pierwszy raz rozmawiam z prawdziwym komandosem, nie wiem więc, jak mam się do pana zwracać.
- Och, niech pan nie żartuje. [śmiech] Jestem zwyczajnym, niczym niewyróżniającym się człowiekiem, wie pan, takich jak ja nie rozpoznaje się w tłumie. Tak naprawdę łatwo być komandosem. Fakt, posiadam kilka specjalnych umiejętności takich jak na przykład umiejętność kucania, czołgania się i dość szybkiego chodzenia. No i umiem celnie strzelać, co nie zdarza się często. I to wszystko, co potrafię.
- Tylko tyle? Naprawdę nie trzeba umieć nic więcej?
- No, umiem jeszcze zakładać ładunki wybuchowe, potrafię też prowadzić wojskowe samochody. Aha, jeszcze znam angielski, pewnie temu, że jestem Amerykaninem. [śmiech]
- Ciekawe… Słyszałem, że brał pan udział w wielu konfliktach zbrojnych. Mógłby nam pan coś opowiedzieć na ten temat?
- Oczywiście, że bym mógł. Tylko po co?
- Jak to po co? Ludzie są ciekawi, jak wyglądają wojny w XXI wieku.
- No dobra, skoro pan nalega… Opowiem może o operacji Global Storm. Wszystko zaczęło się 30 września 2005 roku. Nie będę zanudzał pana nudnymi powodami naszych interwencji, bo sam mało co już…Więcej...
Stalker: Cień Czarnobyla
Kategoria: Gry - recenzje
Nietradycyjnie na początek: UnBreak – Burza/Therion – Summernight CityPo lekturze „Metro 2033” naszła mnie ochota na gry osadzone w postapokaliptycznych miejscówkach. W tym wypadku trafiło na Zonę, skażoną strefę wokół Czarnobyla.
Że Zona miejscem na spędzanie wakacji nie jest, przekonywać nie muszę. Bandyci, wojskowi, mutanty, anomalie… A to tylko część atrakcji, jakie czekają nas podczas wędrówki po Strefie. Jak wiadomo, wybieranie się na wycieczkę po Zonie bez solidnego wsparcia ogniowego to jak strzelenie sobie w łeb, by zaoszczędzić sobie wędrówki. Możesz być pewny, że już za pierwszym zakrętem napotkasz kilku nieprzyjaźnie nastawionych bandytów, czy nawet innych stalkerów.
Na pewno można pofolgować sobie w doborze broni. Mimo iż na początek dostajemy marny pistolecik, na dodatek dość niecelny, tak zapominamy o nim całkowicie, gdy w nasze łapy wpadnie pierwszy karabin. Od szturmowych, po półsnajperki do pełnokrwistych snajperek, a nawet karabin Gaussa, który niestety zdobywamy dopiero pod koniec gry. Aczkolwiek będzie w czym wybierać. Możemy pruć niczym Rambo (o ile wcześniej nas nie zdejmą, bo trzeba przyznać, że Naznaczony jest wyjątkowo kruchy, nawet mając na sobie wypasioną zbroję, czego nie można powiedzieć o jego przeciwnikach), możemy też spokojnie zdejmować przeciwników kolejnymi headshotami. Do wyboru, do koloru.
Oczywiście Zona to Zona – nie masz co liczyć na dostęp świeżutkiej broni prosto z fabryki. Rządzi tu stary sprzęt, rzadko kiedy napotkacie prawdziwe perełki. Może dlatego trafienie headshota czasami graniczy z cudem? Rozrzut jest ogromny, jednak czasami można mieć niezły łut szczęścia. Pamiętajcie, że gdy walczycie…Więcej...
PES 2009
Kategoria: Gry - recenzje
PES to znana gra dla fanów piłki nożnej, bowiem jest ona jej symulatorem. Od lat konkuruje z produktem od EA, czyli FIFA. Co roku starcie, można by powiedzieć, gigantów, wygrywa albo PES albo FIFA. W roku 2009 rządziła FIFA, lecz jej panowanie trwało tylko na konsolach nowej generacji. Dlaczego? A to dlatego, że na konsole jest ona po prostu bardziej dopracowana. Nie wiedzieć czemu, EA wypuściło jedną grę, tą samą, lecz zupełnie różniącą się od siebie na konsole i pecety.Więc na komputer stacjonarnych, jak na razie, niepodzielnie rządzi PES. Dlatego też zakupiłem jego wersję z 2009 roku, która, zgodnie z moimi oczekiwaniami, naprawdę mi się spodobała.
Gra
Gra instaluje się dość szybko, dlatego prawie od razu po wyjęciu jej z pudełka można zacząć grać o mistrzostwo. Menu też jest bardzo ładne, choć po angielsku. Ale teraz czas na samą rozgrywkę. Otóż mamy do wyboru takie tryby gry:
Mecz towarzyski (exibithion)
Zostań legendą (become a legend)
Kampania ligowa (master league)
Liga Mistrzów (uefa champions league)
Legendy (legends)
Ligue/Cup (liga/puchar)
Gra sieciowa (network)
Training (trening)
Zdecydowanie podobają mi się dwa tryby gry, oczywiście nie licząc meczu towarzyskiego. Są to Master League i UEFA Champions League. Opiszę je, lecz najpierw zajmijmy się rozgrywką.
Sterowanie jest bardziej skomplikowane niż w FIFA, lecz, przynajmniej ja, bardzo szybko się do niego przyzwyczaiłem.
A więc czas zacząć mecz!
Od razu po usłyszeniu pierwszego gwizdka widać, że jest tu o wiele lepsza grafika niż w FIFIE. Wszystko…Więcej...
GTA Vice City
Kategoria: Gry - recenzje
5. VII. 1987 r.Drogi Vladimirze,
Trudno mi w to uwierzyć, ale dokładnie dzisiaj mija okrągły rok, odkąd znalazłem się w tym niesłychanym, wciąż zadziwiającym Twojego przyjaciela mieście, jakim jest Vice City.
Zapewne nie muszę Ci przypominać okoliczności w jakich się tutaj znalazłem. Facet, już niemłody, po kilkunastu latach spędzonych w więzieniu, wychodzi na wolność. Niechętnie widziany w mieście, zostaje wysłany przez pracodawców do jakiegoś turystycznego kurortu na Florydzie.
Przyznaję, z początku nie podobał mi się ten zamysł. Jednak uwierz mi, niemal od wyjścia z pokładu samolotu, spotykały mnie rozmaite przygody. Nigdy wcześniej nie sądziłem, że tak ciekawie może się to wszystko potoczyć. W każdym razie, nie można tego wszystkiego opisać w liście – opowiem Ci o tym przy naszym najbliższym spotkaniu (oby jak najprędzej!). Wspomnę tylko, że przez te dobre kilkadziesiąt dni wytężonej pracy m.in. brałem udział w ekscytujących wyścigach ulicami miasta, dokonywałem różnego rodzaju zamachów, śledziłem podejrzane osoby, a nawet do swych zadań wykorzystywałem helikoptery czy też czołgi! Tak, wiem, brzmi niesłychanie. Ale tak było! Być może uznasz, że przez tutejszy klimat stałem się zbyt pewny siebie, ale myślę, że moje przygody, mogłyby posłużyć scenarzystom do jakiegoś wysokobudżetowego filmu akcji.
Poza wspomnianymi przygodami, spotkałem się także z nieprawdopodobnymi i nieoczekiwanymi zachowaniami ze strony ludzi. Wielu uważałem za przyjaciół, a wręcz towarzyszy broni, którzy okazywali się zdrajcami! Ale poza tymi podłymi tchórzami, na szczęście, spotkałem kilka naprawdę fantastycznych osób. Wspomnę tu np. pułkownika Corteza (ależ mi go…Więcej...
Wiedźmin
Kategoria: Gry - recenzje
Wersja testowana: 1.5, Platforma: PC, język polskiWydawca: CD Projekt, cena: 69,90 zł
W 2 lata i 6 miesięcy po premierze, na rok przed ukazaniem się sequela, po 3 krotnym przejściu gry, w tym raz na Flash Modzie pisze recenzję megahitu znad Wisły. Wiedźmin, bo o nim mowa pierwotnie miał się ukazać już w 2006 roku, niestety data wydania była wielokrotnie przesuwana. I tak 26 października Anno Domini 2007 po szeroko zakrojonej kampanii reklamowej gra trafia do sklepów, media huczą, bo o to w Nadwiślańskim państwie ukazuje się tytuł, który zdobywa ponad 100 prestiżowych nagród, między innymi: "Najlepsza gra na E3", "Empik Wydarzenie roku 2007", czy "Znak jakości CD-ACTION". Tak naprawdę jednak 26 października do sprzedaży trafiła zaawansowana wersja beta zawierająca sporo niewielkich niedoróbek, np. długie czasy ładowania, mała liczba modeli postaci, itp. Prawdziwa pozbawiona już niemalże wszystkich wad edycja rozszerzona ukazała się w niecały rok po premierze oryginału. I to ona jest zrecenzowana poniżej.
Nadchodzą trudne czasy. Trudne i niebezpieczne. Nadchodzi czas zmian. Przykro byłoby starzeć się w przekonaniu, że nie uczyniło się niczego, by zmiany, które nadchodzą, były zmianami na lepsze. Prawda?
Jak wiadomo Geralt [UWAGA SPOJLER] w ostatnim tomie sagi "Pani Jeziora" ponosi śmierć i trafia do mistycznej krainy Avalonu, znanej m.in. z legendy o królu Arturze(do której trafił sam…Więcej...
LittleBigPlanet
Kategoria: Gry - recenzje
LittleBigPlanet - tytuł, który powinien kojarzyć się każdemu graczowi i to bez zależności od platformy, na jakiej się bawi. Ta gra może wydawać się zwykłą platformówką, lecz pewnie każdy, kto miał okazję w nią zagrać za takową jej nie uważa. Czasem gry, które wydają się być „proste” i z początku nie przyciągać, mogą być nawet ładniejsze, dające więcej radości niż tytuły opracowywane przez wielkie studia i po kilku godzinach gry odkładane na półki. LittleBigPlanet zaliczamy do tego pierwszego gatunku gier, opuszczając słowa „mogą z początku nie przyciągać”. Jest to gra, która każdego, kto miał z nią styczność ujmie za serce swym urokiem, nie tylko podczas przechodzenia poziomów, lecz także przy tworzeniu własnych leveli.Rozgrywka
Mamy tu okazję posterować Sackboyem, czyli po prostu szmacianką, którą biegamy po lokacjach, mając za zadanie zebrać jak najwięcej punktów i bonusów, dostając się do prawego końca planszy. Brzmi, jakby była to gra dla dzieci, lecz wcale taką nie jest, a przejście całego poziomu przy zebranych wszystkich bonusach wcale nie jest takie proste! Tutaj należy też wspomnieć, że LittleBigPlanet zrealizowano w grafice 2,5D, dzięki czemu możemy się przemieszczać na pierwszy i drugi plan planszy. Wrażenia, myślę, że nie tylko moje, przy przechodzeniu kolejnych poziomów są naprawdę fantastyczne, właśnie dzięki nietypowym rozwiązaniom i powrocie do przeszłości, jakże urozmaiconym i upiększonym. A całą śmietankę tej produkcji dostaniemy w swoje łapki dopiero w rozbudowanym edytorze!
Tworzenie
I tu właśnie nastał czas dla graczy z wyobraźnią, którzy chcieliby przelać jej…Więcej...
Fable: Zapomniane opowieści
Kategoria: Gry - recenzje
Dzień dobry, witam wszystkich zainteresowanych historią. Dzisiejszy wykład będzie o epoce zwanej średniowieczem. Nie będzie to jednak opowieść o tych wiekach średnich, które znacie z lekcji historii w szkole. Będzie to opowieść, jak wieki średnie wyglądały naprawdę…DZIECKO
Wszystko to, o czym wam teraz opowiem, zostało zawarte w pewnej bardzo starej księdze, która nosi tytuł „Fable”. Księga ta była przez wiele lat niedostępna dla zwykłych ludzi, oficjalnie wydano ją dopiero w 2004 roku. Jej autorem jest niejaki Peter Molyenux.
Wszyscy wiemy, jaki jest oficjalny obraz średniowiecza – epidemie, bezsensowne wojny, ogólna ciemnota, itp. Może faktycznie tak wtedy było, – kto to wie? Muszę wam jednak powiedzieć, że istniała wtedy pewna kraina, zwana królestwem Albionu, w której średniowiecze przebiegało trochę inaczej – było bardziej wesołe, kolorowe ( a może i wręcz baśniowe), no i niestety, było też dość niebezpieczne. A wszystko to za sprawą narodzin pewnego dziecka – bohatera…
CHŁOPIEC
Pewnego dnia w królestwie Albionu urodził się pewien chłopiec, który na pozór niczym szczególnym się nie wyróżniał od innych dzieci, który to jednak za sprawą dziwnych wydarzeń trafił do Gildii Bohaterów. Chłopiec ten pierwsze lata swego życia spędził na zabawie, dopiero później, i z własnej zresztą woli, zaczął trenować sztukę walki, i umiejętność rzucania różnych zaklęć. Młodzieniec szybko rósł, błyskawicznie uczył się nowych rzeczy. Całe swoje życie spędził na wykonywaniu zadań, które zlecała mu Gildia. Często też narażał dla niej życie. Nie robił tego oczywiście za darmo – w miarę, jak…Więcej...
Borderlands
Kategoria: Gry - recenzje
Gdy dopadnie Cię chandra spowodowana deszczową pogodą, gdy za oknem szaro, buro i ponuro, gdy za oknem zimny wiatr wieje tak, że zniechęca do wyjścia na dwór, łap za spluwę i zasuwaj na Pandorę - planetę, na której każdy łowca nagród znajdzie swój raj; planetę, na której jest tak gorąco, że spocisz się nawet przed monitorem.Znałem kiedyś jedną Pandorę… ale nie pokazała mi swojej puszki
Dawno temu, jeszcze w czasach mitycznych, żyła sobie na świecie niejaka Pandora. Była ona w posiadaniu puszki, w której siedziały wszystkie znane człowiekowi nieszczęścia. Ostatnio znowu stała się sławna, tym razem jako planeta, dzięki filmowi „Avatar”. Akcja, która toczy się w grze „Borderlands”, również rozgrywa się na planecie zwanej Pandora. Ma ona, oprócz nazwy, jeszcze jedną wspólną cechę z planetą filmową – tutaj również wszystko próbuje Cię zjeść, zastrzelić oraz ugotować bez panierki. Na tym podobieństwa jednak się kończą, gdyż „growa” Pandora jest planetą pustynną, piaszczystą oraz skalistą. Nie uświadczymy tutaj sielskich widoczków, strumyczków i motylków (a jeżeli tak, to będą one przypominały raczej pterodaktyle), zaś od temperatury, która się na Pandorze utrzymuje, nawet rasowy Egipcjanin stanąłby w płomieniach. Jednak takie warunki nie są, jak widać, przeszkodą dla czwórki, żądnych przygód i mamony, bohaterów „Borderlands”.
Trudno sklasyfikować „Borderlands” gatunkowo. Na pierwszy rzut oka jest to rasowy FPS – widok z perspektywy pierwszej osoby, spluwa zajmująca 1/3 ekranu oraz kupa wrogów pchających się pod naszą lufę. Jest to wszystko prawda, ale nie do końca, bowiem „Borderlands” to…Więcej...
