Menu główne

Kto jest online

Na forum jest 6 użytkowników :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości (oraz 0 botów)

Najwięcej użytkowników (18) było obecnych 23 Cze 2010, 21:15

Zarejestrowani użytkownicy: Brak zarejestrowanych użytkowników


Activity over the last 24 hours

New Posts 31 • New Topics 4 • New users 2


14 Users active over the last 24 hours: boom, Fenrir, gamemen, Gregorius, Hazardius, JollyRoger, Kakon, marazm, Mikiotor, Ninjin, Pewien Gość, Suwmiarka, tuta158, Ula

Legenda :: Administratorzy, Moderatorzy globalni, Redaktorzy

Ostatnie tematy na forum

"Przemytnik cudu" Jakub Małecki
Kategoria: Książka - recenzje  

Postprzez Fenrir Dzisiaj, 09:01
Ocena:


Autor: Jakub Małecki
Tytuł: Przemytnik cudu
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 253
Ocena: 8/10

Poznań – miasto z bogatą historią, pozornie niewyróżniające się niczym. Co jednak, gdy jego mieszkańcy staną się świadkami dziwnych wydarzeń, które zakrawają na miano pseudocudu, a w nocnych środkach komunikacji miejskiej grasuje Przemytnik, świr odcinający ludziom nogi, rzekomo za grzechy?

Hubert, Joanna i Bogdan – trzy osoby, które znalazły się w tym samym banku. Ten pierwszy wciska ludziom kredyty, druga sprząta siedzibę banku, trzeci zaś jest postacią dość tajemniczą i zarazem osobą, która chce wziąć kredyt na mieszkanie. Co zastanawia Huberta, jego klient obsłużył się właściwie sam, posiadając wszystkie papiery na wstępie. Tak na marginesie – cholernie śmierdzi mi to filmem pt. „Droga do piekła”, bo fabuła prawie identyczna, z kosmetycznymi zmianami. Ale uznajmy, że nie podjąłem tego wątku.
Jednocześnie Bogdan jest twórcą organizacji „Dobro”, skupiającej ludzi, którzy mają na sumieniu rzeczy poważniejsze niż kradzież batonika ze sklepu.
Tajemniczy misjonarze, dusze uwięzione w banku, Przemytnik, sześćset letni pustelnik mieszkający w drzewie. Brzmi to trochę jak zbitek słów schizofrenika. Dodajmy do tego ulicę Żydowską porastającą żywym ciałem, czy też wylewy krwi ze studzienek. Kamienne lwy zaczynają żyć własnym życiem, zaś Bogdan zaczyna odkrywać swoją mroczną twarz.

Książka pokazuje nam typowe życie pracownika banku (nie bez znaczenia jest fakt, że autor jest z wykształcenia ekonomistą). Nudne, szare i monotonne życie, które jednak obróci się o trzysta sześćdziesiąt stopni po poznaniu jednego z Misjonarzy.

Całość nie trzyma może w napięciu jak rasowe…Więcej...

Komentarze: 0

"Apokalipsa wg. Pana Jana" Robert J. Szmidt
Kategoria: Książka - recenzje  

Postprzez Fenrir Dzisiaj, 08:57
Ocena:


Autor: Robert J. Szmidt
Tytuł: Apokalipsa według Pana Jana
Wydawnictwo: Ares 2
Rok wydania: 2003
Ilość stron: 256
Ocena: 8+/10

Książkę od początku traktowałem raczej jako ciekawostkę, bo do tej pory polscy autorzy jakoś skutecznie odpychali mnie od rodzimej fantastyki. Tytuł ten zakupiłem w Matrasie za 5 złotych, toteż żal było nie spróbować. A nuż się uda?

I jak się okazało, moje przeczucie po raz kolejny okazało się niezawodne. Wyobraźcie sobie sytuację, w której Daleki Wschód zaczyna obrzucać się bombami atomowymi, a rządzący naszym krajem postanowili przywrócić Polsce dawną świetność, zbrojnie atakując Ukrainę, przed tym jednak zbierając siły na granicy pod pretekstem manewrów. Istniała możliwość, że Ukraina odgryzie się swoimi głowicami jądrowymi, jednak nie była brana na poważnie. No cóż – fizycy jądrowi mylą się tylko raz…

Bastion – tak zwie się baza wojska pod jedną z gór na Śląsku. Powstała ogromnymi kosztami, przez dwa lata trwała w separacji przed światem zewnętrznym. Pewnego dnia dowództwo postanawia przeprowadzić zwiad.
Okazuje się, że pobliski Wrocław „przetrwał” głowice, zaś samym miastem rządzi tajemniczy Pan Jan, który okazuje się być szychą w przedwojennym rządzie, a także prowokatorem wojny. Teraz jest ogarnięty manią, by ustanowić Polskę krajem, który znowu będzie wiele znaczył w historii. Zaczyna się walka o opanowanie Rzeczypospolitej, jednak gdzieś na wschodzie czai się kolejne zagrożenie, tym razem dużo większe niż lokalne gangi szabrowników i inne Wolne Miasta, które postanowiły zrobić to samo, co Wrocek.

Sama książka wbrew pozorom napisana jest bardzo ciekawie – tak naprawdę, co chwila autor serwuje nam…Więcej...

Komentarze: 0

Trylogia StarCraft
Kategoria: Książka - recenzje  

Postprzez Fenrir Dzisiaj, 08:54
Ocena:


Autor: Jeff Grubb
Tytuł: StarCraft: Krucjata Liberty’ego
Wydawnictwo: ISA
Rok wydania: 2001
Ilość stron: 239
Ocena: 6+/10

Autor: Gabriel Mesta
Tytuł: StarCraft: W Cieniu Xel’Nagi
Wydawnictwo: ISA
Rok wydania: 2003
Ilość stron: 250
Ocena: 5+/10

Autor: Tracy Hickman
Tytuł: Nim zapadnie ciemność
Wydawnictwo: ISA
Rok wydania: 2004
Ilość stron: 231
Ocena: 8/10

Kolejna recenzja trylogii książkowej opartej na podstawie gry. I tu wbrew pozorom książek w świecie Forgotten Realms, które jakością naprawdę wołają o pomstę do nieba, tu jest dość strawnie. Nie najlepiej, jednak dość strawnie.

Wydarzenia pierwszej części mocno nawiązują do oryginalnej kampanii Terran. Jim Raynor i Mike Liberty. Ten pierwszy to pustynny strażnik, drugi jest reporterem jednej z największych stacji telewizyjnych na Tarsonis. Wszystko jednak zmienia się, gdy zostaje uwikłany w walkę z krwiożerczymi Zergami, których za żadną cholerę nie chciałbyś zobaczyć rankiem w swoim ogródku.
Instalacje Jacobsa, zainfekowane centrum dowodzenia, atak Zergów i przybycie sił Protossów – wszystko opowiedziane oczami reportera, który tam był. Charyzmatyczny przywódca rebeliantów, Arctus Mengsk, który za wszelką cenę chce przekonać ludzi do swojej sprawy, (czyt. Walki Z Konfederacją). Jak się to zakończy, wie każdy, kto ukończył grę.

Druga część przenosi nas na nieznaną kolonię gdzieś daleko od Konfederacji. Pech ludzi polega na tym, że na tej planecie znajduje się bardzo cenny artefakt. A jak wiadomo, cenny artefakt przyciąga jak muchy zarówno Zergi, jak i Protossów i wojska Konfederacji. Bhekar Ro staje się miejscem starcia trzech ras. A nasi dzielni osadnicy są gdzieś pośrodku, zmuszeni bronić swoich domostw przed…Więcej...

Komentarze: 1

"Wojny prowokują nieudacznicy", W. Panow
Kategoria: Książka - recenzje  

Postprzez Fenrir 07 Wrz 2010, 17:42
Ocena:


Książki tego wydawnictwa nie przestaną mnie zadziwiać – z jednej strony ładna, laminowana miejscowo okładka, grafika całkiem niezła (aczkolwiek mogłaby być trochę bardziej mroczna), dobry papier i miły dla oka AK-47 otwierający każdy z rozdziałów. Z drugiej strony praca korekty, za którą wyrzuciłbym od razu na zbity pysk – masa literówek, niedopatrzeń a czasami o jeden Enter za dużo…

Temat książki jest już mocno wysłużony w fantasy – koniunkcja sfer. W tym wypadku zamiast sfer mamy dwa przenikające się światy w Moskwie. Z jednej strony miasto, które znamy z codzienności, z drugiej Tajne Miasto, z Wielkimi Domami i nieustanną cichą walkę o władzę. Co najciekawsze, niczego nieświadomi ludzie egzystują z mieszkańcami Tajnego Miasta. Inną sprawą jest to, że nie widzą różniących ich szczegółów.

Na przestrzeni kilku dni całe miasto zamienia się w pole bitwy. Jej powodem są trzy Źródła Wielkich Domów – to one dostarczają magom energii, i mimo że nikt nie może opanować innego źródła niż te, do którego jest dopasowany, sytuacja zmienia się z pojawieniem Zwiastuna – jedynego chłopca posiadającego zdolności magiczne w wieloletniej historii Zielonego Domu. Zwiastun jednak nie wie, że metody przejęcia władzy za pomocą brutalnej siły sprawdzały się w średniowieczu. Mimo wszystko nadal jest on bardzo potężnym magiem.

Z jednej strony domy dążą do powstrzymania Zwiastuna, z drugiej strony major Korniłow, śledczy, który nigdy nie zaznał porażki, śledzi szalonego Wiwisektora, który dokładnie patroszy młode dziewczyny i jednocześnie próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczych strzelanin i morderstw w Moskwie.Więcej...

Komentarze: 0

O tym, jak internet zmienił współczesną młodzież
Kategoria: Felietony  

Postprzez Kilzer 07 Wrz 2010, 17:36
Ocena:


Już dawno miałem zamiar napisać jakiś artykuł do Action Maga, ale nie miałem dobrego tematu, aż w końcu wraz z kumplem poszliśmy się przejechać do najbliższego miasta. Autobus spóźnił się o 5 minut, ale nam się nie śpieszyło więc nie narzekaliśmy tylko spokojnie zapłaciliśmy i zajęliśmy miejsca. Już po kilku minutach rozmowa dwóch kolesi którzy siedzieli za nami zainteresowała mnie. Używali internetowych skrótów do porozumiewania się więc co jakiś czas słyszałem "lol", "xD" itp. Zdziwiło mnie to gdyż skróty są (moim zdaniem) aby zastąpić niektóre naturalne odruchy i/lub reakcje np. śmiech. Więc po co używać ich w mowie gdy można bez ogródek się zaśmiać? Po kilkunastu minutach wysiedliśmy z autobusu i poszliśmy coś zjeść. Usiedliśmy obok dwóch dziewczyn na oko w naszym wieku i złożyliśmy zamówienie. Rozmawialiśmy z kolegą gdy nagle usłyszałem jak jedna z nich powiedziała coś w stylu:
— I ja w tedy zaliczyłam ROLFT'a
Razem z kolegą zaczęliśmy się śmiać próbując nie pokazywać tego tym dziewczynom. Niestety skutek był marny i następna spytała:
— Z czego się śmiejecie?
— Z dowcipu który opowiedział mi kolega.
Odpowiedział kolega wciąż śmiejąc się. Zastanowiłem się dlaczego nie powiedział prawdy, ale ja też się śmiałem więc nic nie powiedziałem i zająłem się swoimi frytkami które w międzyczasie nam przyniesiono.
— Ciekawe jak długo tarzała się po ziemi ze śmiechu?
Mruknąłem do kolegi i po około 15 min. wyszliśmy z pizzerii. Po całym zajściu poszliśmy do księgarni i odebraliśmy nasze książki do szkoły po czym ruszyliśmy na…Więcej...

Komentarze: 0

Prince of Persia
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez Mikiotor 07 Wrz 2010, 17:27
Ocena:


W 2008 roku Ubisoft wydało grę traktującą o znakomitej serii zapoczątkowanej niegdyś przez niejakiego Jordana Mechnera. Zasłynęła ona przez swą pierwszą część z 1989 roku, jak i znaną trylogią Piasków Czasu. Ktoś by się spytał: Ubi wskrzesza serię? Nie- tak brzmi odpowiedź na to pytanie. Tym razem firma postanowiła zrobić coś zupełnie nowego, coś czego nikt nie przewidywał- grę o zupełnie innym klimacie, oprawie, historii. Grę diametralnie inną od „poprzedniczki...”

Jak ją nazwano? Po prostu Prince of Persia, niektórzy nazywają go również Prince Zero. Ubisoft postawił w tej grze na grafikę Cel-shading, można by powiedzieć, tchnącą szczyptą komiksu, rysunkiem. Spotkamy się też z, rzecz jasna, inną historią opowiadającą o wciąż bezimiennym Księciu i Elice, jego nieustannej towarzyszce- ale o tym później. Jak więc prezentuje się gra? Może wypadałoby to powiedzieć na samym końcu, lecz mówię to już teraz: ta gra jest po prostu p-r-z-e-p-i-ę-k-n-a. Historia i oprawa audiowizualna są iście baśniowe, co nadaje tej grze niepowtarzalnego, niesamowitego uroku.

Trochę o fabule
Prince of Persia to taka zręcznościowa platformówka połączona z hmm... przygodówką doprawioną szczyptą (ale na prawdę małą) RPG. Jak więc na tytuł tego pokroju przystało, nie zabrakło w niej fabuły. Wspomniałem o niej na początku, lecz teraz czas na pełny opis. Książę, targany burza piaskową, gubi swą oślicę przenoszącą cenne skarby, a na swej drodze napotyka Elikę. Dziewczyna zgadza się, by pomógł jej zacisnąć więzy trzymające Boga Ciemności, Arymana w jego celi. Niestety jej ojciec (jest o tym opowiedziane o…Więcej...

Komentarze: 1

Wycieczka do Zakopanego
Kategoria: Felietony  

Postprzez Gregorius 07 Wrz 2010, 17:01
Ocena:


Autor: Czyzio

W czerwcu ukończyłem gimnazjum, z bardzo dobrym wynikiem (średnia ocen 5.40 oraz cztery tytuły laureata wojewódzkich konkursów przedmiotowych). Nie piszę tego po to, aby się chwalić, chcę Was tylko wprowadzić w szczegóły. W „nagrodę” za te osiągnięcia zaproponowano mi sześciodniową wycieczkę do Zakopanego. Nie przepadam za tym miejscem, za dużo ludzi wybiera się tam, a ja nie lubię tłumów. Poza tym w Zakopanem byłem dwa lata wcześniej, ale skoro proponują mi darmową wycieczkę, to czemu miałbym nie skorzystać.

Otrzymałem dokumenty, które musiałem wypełnić. Okazało się, że pieniądze na wycieczkę pochodzą z funduszu na profilaktykę nałogów w rodzinie. Tutaj zaczęły się moje obawy. Nie miałem najmniejszej ochoty na wyjazd z osobami, pochodzącymi z takich rodzin. Pochodzę z małej gminy, więc problemów z nałogami nie ma tu zbyt wiele rodzin. Na wycieczkę pojechały osoby pochodzące z biednych rodzin.

Podczas drogi do Zakopanego w autokarze panowała grobowa cisza, przerywana co jakiś czas cichym szeptem. Zacząłem żałować, że wybrałem się na tę wycieczkę. Niektórych znałem dość dobrze, było kilka osób z równoległych klas, ale większości osób nigdy w życiu nie widziałem.
Kolejnego dnia zmieniłem zdanie. Kiedy poznaliśmy się nawzajem, okazało się, że najmłodsi uczestnicy idą teraz do szóstej klasy (12 lat), a najstarsi ukończyli gimnazjum (16 lat). Rozpiętość wiekowa dla osób dorosłych to żadna, ale dla nas to cała epoka. Co dziwne świetnie dogadywałem się z najmłodszymi uczestnikami. Przez następne dni bawiłem się coraz lepiej.

Aż w końcu, gdy nadszedł czas wracać do…Więcej...

Komentarze: 3

Levi o sztuce
Kategoria: Publicystyka  

Postprzez LeviBlue 07 Wrz 2010, 16:46
Ocena:


Opiewałbym po stronie, gdzie mówi się, że tylko niektóre gry są sztuką,
ale nie można porównywać ich z tą dawną - ortodoksyjną.
W wieku XVII robiono piękne żaglowce, na początku XX robiono piękne
samochody, w latach 60 tegoż wieku skręcano niesamowite blanty, ale czy
ktoś wtedy nazwał to sztuką? Być może jest tak, że przyjdzie czas, kiedy
gry będą nazwane sztuką oficjalnie. Wydaje mi się, że jeżeli już je tak
nazwać, to tylko z rodzaju ''tych nowoczesnych', jak np graffiti. Na
pewno mogę powiedzieć, że mają coś z artyzmu. Choćby tworzenie
przestrzeni i nowych światów, gdzie oglądający niekiedy znajduje samego
siebie.

Grafik składający wszystkie piksele i trójkąty w całość produkuje nowe
wymiary, sztuczne inteligencje oraz świadomości. Wydaje się to nie
możliwe, jednak w niektórych produktach robiono zalążki świadomości. W
takim na przykład Pro Evolution Soccer 2010: przeciwnik uczy się twojego
zachowania, jak również bazując na twych błędach znajdując najsłabsze
elementy taktyki. Weźmy też takiego Operation Flashpoint. W owej
produkcji, wróg potrafił w niedogodnej sytuacji wycofać swoje oddziały i
zaatakować, po jakimś czasie nasze pozycje (uwzględniając przy tym
liczebność oraz ukształtowanie terenu).

Oczywiście nie jest, to konkretnie ''taka'' świadomość, ale jej malutka
część, która pozwala uwierzyć, że jest to "żywy" przeciwnik. Czasami
grając w PESa usłyszeć można w naszej głowie głosik mówiący "Roo ty
idioto... Jak mogłeś nie trafić! Fuck!", czy też po kolejnym z rzędu
strzale w głowę: "Kurwa, pierdolone, czerwonoarmijne szmaty". Więc jest,
to już jakieś oddziaływania na nasze wewnętrzne idee.

Zanim…Więcej...

Komentarze: 3

Spowiedź złego ducha
Kategoria: Felietony  

Postprzez Gregorius 07 Wrz 2010, 16:27
Ocena:


Autor: Duszek von Buhah

W życiu każdego przestępcy przychodzi moment,że coś w nim pęka. Czasami pod wpływem delikatnych namów ze strony oficerów śledczych czy też przez inne obiektywne czynniki.

Tak było i w moim przypadku...

Byłem piratem
Nie pamiętam kiedy to się zaczeło,chyba pierwszą grę zcrack'wałem w gimnazjum. Potem poszło z górki, dzięki temu,że dla profesjonalnych piratów z np.: Vitality czy innych Razor'ow-żadne zabezpieczenie było nie do złamania.;-) Myślałem jak wszyscy moi koledzy: „po co płacić za coś co mogę za darmo ściągnąć”. Z serwisów P2P-ciągnąłem na potęge. Premium accont rapidshare- tłumaczyłem sobie tak: „no przecież zapłaciłem i to w euro to mogę ściągać”. Jeśli chodzi o rapida to polskie prawo chyba jest dziurawe,bo ściąganie jest legalne dopiero udostępnianie jest nielegalne. Myślałem czasami:” co jest?! Dzień przemiery i nie ma gry na pirackich sajtach?!”. Ściągałem gry,czasem nawet nie instalowałem ich tylko wypalałem DVD i wkładałem do klasera. W ten sposób zapełniłem cztery (każdy po min. 80 płyt). Zresztą pracowałem na pirackim windowsie, doszło do tego,że oryginalne były tylko sterowniki. Myślałem,ale oszczędzam mnóstwo kasy nie płacąc frajerom.

Do czasu kiedy pod wpływem artykułu ze „Strażnicy” uświadomiłem sobie,że „niewidzialna” kradzież, jaką jest piractwo to też PRZESTĘPSTWO. Wyrzuciłem nielegalne płyty, zainstalowałem oryginalnego windowsa, zacząłem kupować oryginalne gry...

Rezultat?
Większość kolegów uważa mnie za wariata,gdy im o tym mówię. Niestety wśród wielu młodych ludzi,którzy teraz wkroczyli w dorosłość panuje błędne przekonanie,że piractwo to najlepszy sposób…Więcej...

Komentarze: 1

Piraci Nowego Świata
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez Gregorius 07 Wrz 2010, 16:19
Ocena:


Autor: AvG

Jako iż w numerze 08/2010 CDA umieściło grę Piraci Nowego Świata 2: Dwa Skarby, postanowiłem napisać recenzję części pierwszej.

Część pierwsza posiada cztery kampanię, w której głównym zadaniem jest zajęcie pewnej ilości miast dla danego państwa. Po przejściu jednej, odblokowywana jest następna, z wyższym poziomem trudności i ilością miast do przejęcia. Jest również odblokowana nowe państwo, którego korsarzem możemy być (Hiszpania, Holandia, Anglia, Francja). Walki morskie odbywają się w wyznaczonym, moim zdaniem za małym, terenie, kamera zaś na akcję spogląda z góry (m. in. jak w Sacred).

Dużym minusem jest tutaj generowanie piratów. W afiszu niesławnych piratów jest sobie, powiedzmy, taki Jan Kowalski, który jest określany mianem „zabójczego”. Posiada trzy statki i widziano go ostatnio, znużmy, w okolicach Port-au-Prince. Gdy owego spotykamy i pokonujemy, okazuje się, że pływał dwoma galeonami i jedną karką. Niby nic dziwnego, tylko tyle że zwyki piraci umieją pływać czterema galeonami. Kolejnym, też dużym minusem jest tzw. „podział łupów”. Oznacza to, iż kasiora, którą zbieraliśmy (tak właściwie to po cholerę dużo zbierać, i tak statku nie można kupić, a suma ok. 50.000 spokojnie wystarcza), zostaje podzielona między nas i załogę. Zawsze, po takim podziale, zostaje nam wybrany statek (jeśli mieliśmy więcej niż jeden), na koncie mamy 20.000 sztuk złota (malutko, oj malutko…), pięć beczek rumu i zboża oraz odpowiednią (chyba dla Ascoron’a) ilość kul armatnich.

W grze zawarty jest również wątek ekonomiczny. Aby załodze nie spadł szybko pasek „podziału łupów”, należy mieć odpowiednią…Więcej...

Komentarze: 2

Szlak
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez Gregorius 07 Wrz 2010, 15:44
Ocena:


autor: seeker23

Wysoki, chudy mężczyzna klęczał na środku małego, ciemnego pokoju. Rękami szarpał włosy a z jego ust wydobywały się nieartykułowane krzyki. Nikt nic by z tego nie zrozumiał, nie było to możliwe pod żadnym względem. Podniósł głowę i zaczął z paniką rzucać po ścianach przerażone spojrzenia zamglonymi przez obłęd oczyma. Twarz miał zakrwawioną, a długie siwe włosy przyklejały się do spoconego czoła. Człowiek umierał, to było jasne. Posiwiały pomimo młodego wieku, dręczony widmami przeszłości umierał. Umierał w samotności, pogrążony w szaleństwie. To co wydarzyło się przedtem było tajemnicą. To co wydarzy się po jego śmierci, nie będzie miało z tym związku. Jednak gdy umrze powróci znowu. Będzie kim innym, o swoim umyśle lecz cudzym ciele. Taki ich zasrany los. Los Czarnej Gwardii.
Brukowanym traktem biegnącym brzegiem targanego wiatrem lasu szedł szybkim krokiem młody chłopak. W bladym słońcu lśnił miecz przewieszony przez jego prawe ramię. Jego oczy były przysłonięte przez rondo kapelusza, spod którego na plecy spływały długie, czarne włosy. Był niewysoki, lecz dobrze zbudowany. Ubrany w białą koszulę przysłoniętą czarną, skórzaną kurtką, wyprawiane grubymi nićmi, jeansowe spodnie oraz wysokie buty spinane klamrami. Szedł pewnym krokiem. Trakt był pusty. Swoją drogą była paskudna jesień. Nic dziwnego. Podniósł wzrok, miał zimne, zielone oczy, w których odbiły się betonowe wierze stolicy dzisiejszego świata przesłaniające szary horyzont. Spojrzał na tablicę stojącą opodal. Napis głosił: „Green – 2 km.”. Tak, Green. Ludzie w tych zawszonych czasach wymyślają takie nazwy, żeby chociaż przypomnieć, że na ziemi kiedyś było więcej…Więcej...

Komentarze: 1

Tolerancja i nowoczesność
Kategoria: Felietony  

Postprzez Spooky 07 Wrz 2010, 15:23
Ocena:


„Subiektywne rozważania o tolerancji i nowoczesności, a co za tym idzie, także o sprawach z niniejszymi pojęciami związanymi”

W ciągu ostatnich kilku miesięcy najczęściej padającymi słowami w mediach były pojęcia takie jak tolerancja i nowoczesność. Pojawiły się one m.in. przy okazji zorganizowanej w Warszawie parady równości, czy też w związku z przeniesieniem krzyża spod Pałacu Prezydenckiego. Szczerzę przyznaję, iż zaniepokoiła mnie beztroskość, lekkomyślność, a także swego rodzaju nachalność w posługiwaniu się powyższymi hasłami. Odniosłem wrażenie, że niektórzy nie za bardzo zdawali sobie sprawę ze znaczenia tych słów.

W tym krótkim artykule chciałbym się odnieść do tych terminów, ich znaczenia i konsekwencji jakie ze sobą niosą. Przedstawię jak ja to rozumiem. Opinia moja jest całkowicie subiektywna, nie kierowana jakimkolwiek poparciem, czy sympatią dla którejś z partii. Chodzi mi tutaj jedynie o dobro Polski, a także jej mieszkańców.

Wpisując w wyszukiwarkę słowo tolerancja, łatwo natkniemy się na kilka definicji. Nieco gorzej jest z wyrażeniem nowoczesność, ale i tutaj poszukujący powinien również zostać usatysfakcjonowany.

Wracając jednak do pierwszego z interesujących nas haseł. Słowo „tolerancja” pochodzi od łacińskiego tolerantia, co można tłumaczyć jako „cierpliwość”, „wytrwałość”. Jak informuje nas internetowa encyklopedia PWN tolerancja to „postawa zgody na wyznawanie i głoszenie poglądów z którymi się nie zgadzamy, oraz na praktykowanie sposobu życia, którego zdecydowanie nie aprobujemy”. W słowniku Władysława Kopalińskiego pojawia się także wyraz „wyrozumiałość”. Twórcy definicji zauważają, że słowo tolerancja może się różnić w zależności od epoki historycznej, w której przyszło nam żyć.Więcej...

Komentarze: 0

Test Drive Unlimited 2
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez Mikiotor 07 Wrz 2010, 15:11
Ocena:


Jest ciemno, już dawno zapadła noc, księżyc nieśmiało wychyla się zza chmur, by się do ciebie uśmiechnąć. Ograniczona widoczność daje się we znaki, jesteś wyposażony jedynie w dwa dające słabe światło reflektory.

Lecz prujesz swym wozem przed siebie, by sprawdzić, jak sprawują się opony twojego nowego Lamborghini na śliskim asfalcie, który niedawno został zmoczony przez rzęsisty deszcz. Jedziesz dalej, nagle przed sobą widzisz zakręt. Skręcić czy nie? Może pozostać na drodze, by nabrać pełnej szybkości, a nie schodzić na szuter? Masz sekundę na zastanowienie się, w końcu decydujesz, by zjechać z drogi i spróbować jechać po pnącej się w górę drodze. Zakrętowi towarzyszy pisk opon, lecz udało się ci wejść na dobrą drogę. Krople lekkiego deszczu spływają po twojej szybie, jesteś zmuszony uruchomić wycieraczki. Światło słoneczne zaczyna powoli zalewać okolice, rosnące przy drodze palmy próbują dawać choć skąpy cień, jakiego na Ibizie mało. Udało ci się wjechać na górę, koło siebie widzisz ostre granie skał, wystawiających się na promienie słoneczne. Jedziesz dalej, zastanawiając się, co przyniesie kolejny zakręt. Omijasz kilka kamieni próbujących ci przeszkodzić w jeździe, oślepiające słońce przebija się przez przyciemniane szyby twego samochodu. Nagle się zatrzymujesz, czując że za chwilę droga się skończy. Patrzysz w dół... a tam morskie fale obijają się o skalne klify, straszące ostrymi końcami. Kierujesz wzrok dalej, podjeżdżasz bliżej krawędzi... i widzisz wyspę pokrytą prawie w całości palmami, a na niej piękną plażę o złotym piasku. Słyszysz szum fal, wiatr smaga liście drzew, a ty, po napawaniu…Więcej...

Komentarze: 5

Odgałęzienie ewolucji
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez Fenrir 07 Wrz 2010, 14:46
Ocena:


Pierwsze promienie słońca przebiły się przez zasłony w pokoju Jerzego. Jeden z jego implantów umieszczonych w mózgu dał mu znak, że powinien przerwać sen. Po krótkiej chwili jego synapsy odebrały sygnał. Jerzy przeniósł nogi z łóżka na podłogę, po czym cały ociężały wstał. Skierował swe kroki do łazienki, po drodze uważnie przyglądając się elektronicznemu kalendarzowi, który był wyświetlany na środku pokoju przez rzutnik holograficzny.
- Sobota. Wreszcie dzień wolny od szkoły. Dzień wolności! – krzyknął wesoło młodzieniec. Gdy wszedł do łazienki, czujniki od razu uregulowały temperaturę powierzenia i jego naświetlenie.
Po porannej toalecie Jerzy zasiadł przed swoim komputerem. O dziwo, sprzęt tej klasy nie zmienił się wyglądem od pierwszych lat nowego millenium. Ot, zwykła szara skrzynka z szeregiem migoczących diod. Jednak pozory myliły. We wnętrzu niepozornej maszyny znajdowały się najnowsze biomechaniczne komponenty, pozwalające komputerowi uzyskać moc obliczeniową wyższą ludzkiemu mózgowi bez żadnych ulepszeń.
Chłopiec przegładził ręką długie, ciemne włosy, opadające bez ustanku na jego twarz.
Obwody komputera pobrały prąd ze stacji energetycznej znajdującej się kilka kilometrów dalej.
- Przesyłanie prądu za pomocą cząsteczek powietrza nigdy nie przestanie mnie zadziwiać – mruknął chłopak do siebie.
Komputer był gotowy do użytku po krótkiej chwili. Jerzy od razu uruchomił jeden z wielu programów zapisanych w nośniku pamięci komputera. Jego ukochana gra fantasy, pozwalająca wejść w świat wirtualnej rozrywki i przeżyć przygody, których nigdy nie znajdzie w swoim świecie. Świecie technologii i maszyn.
Gdy implanty umieszczone w ciele chłopca odebrały odpowiednie…Więcej...

Komentarze: 11

Siedzę 3
Kategoria: Felietony  

Postprzez Donald 02 Wrz 2010, 16:19
Ocena:


Siedzę i czekam na najnowszą płytę Koldpleja. Powiedzieli w tym radiu, co go słucham, że Koldplej wydaje nową płytę, to czekam. Koldplej to słomiany badziew, ale jest powód do czekania na coś, mówią że na coś trzeba czekać. Radio to jest Chilli Zet czy jakoś, gra dupiastą muzę, która chyba przygrywa szklarzom jak gładzą kryształowe zastawy. Nie wiem, do czego innego by mogła służyć. Pieprzą co chwila coś jak: "relax", "take it easy" i potem znowu jakieś bębenki, dzwoneczki, srululala. A wszystko ma urok majonezu. Majonez to bardzo lubię, ale na kanapkach, a nie żeby mi ktoś nim dekorował wnętrza i przystrajał firanki. Piję (a raczej chlam) czerwoną Cruz de Maltę i czytam po raz setny opowiadania o Wędrowyczu, stąd czasem mogę przynudzić tym stylem Pilipiuka. Puściłbym sobie własną muzę, ale nie mam kompa. Zepsuł się. Ździebko mam na mp3 playerze, ale nie mam baterii. Parę dni temu siadł netbuk, wcześniej przynajmniej można było pójść do pobliskiego Maca i posępić net. Teraz została mi komórka, ale nie mam minut. Biorąc pod uwagę, że cały sprzęt mi sukcesywnie pada, za dwa dni padnie i komórka. A za trzy dni ja. Kasy też nie mam. Dziewczyna jest w Warszawie. Po raz pierwszy w życiu jestem całkowicie i zupełnie samoTny. Żebrzę o dostęp do sieci u znajomych (thx Ninjin, jesteś tak dobrym kolegą jak małomównym). Wysyłam sms-y podobne w brzmieniu do wiadomości, jakie zostawiają na kartkach więźniowie w Malezji, co wpadli na dożywocie z powodu dragów, które im…Więcej...

Komentarze: 4

Zaloguj się

Nazwa użytkownika:

Hasło:


Pamiętaj mnie
Ukryj mnie

Zarejestruj się

Nowe komentarze (Articles)

Statystyki

Wszystkich postów: 1424
Wszystkich tematów: 300
Wszystkich użytkowników: 106
Ostatnio zarejestrowany: gamemen